• main_slider

Zanurzenie w Słowo

PANIE JEZU UKOCHANY! Dziękuje, że mogłam spędzić z Tobą tych kilkanaście godzin. Pozwoliły mi one, abym w świetle Twego Słowa, w Twojej obecności zobaczyła, że nie żyję pełnią życia, że jest w nim coś z niewolnictwa. Jest za dużo „MUSZĘ, a zbyt mało „CHCĘ”, „PRAGNĘ”, dlatego duszę, dlatego wciąż się lękam, niepokoję, chociaż z boku patrząc wydawałoby się, że jestem blisko Ciebie. Ty Jezu przychodzisz do mnie w codzienności i mówisz, tylko ja często nie słucham, tracę Cię z oczu dla spraw świata. Dziękuję, że mi to Panie ukazałeś! Bądź uwielbiony!

Zaproszona do życia w pełni

Na rekolekcje przyjechałam ponieważ po prostu bardzo chciałam pobyć z
Jezusem sam na sam. Nie oczekiwałam żadnych fajerwerków i trzęsienia ziemi.
Ale jednak coś się zadziało. Na początku jakoś wszystko mnie drażniło, że ktoś zaszurał butami, czy głośno westchnął. Ciągle myślałam też o koleżance, czy dobrze się tutaj czuje, bo jest zmarzluchem. Nie mogłam się skupić sama na
sobie i Jezusie. I wtedy Jezus powiedział mi – zostaw. Oddałem te wszystkie niepotrzebne sprawy Jezusowi i nastąpiła uczta, na której byłam ja i Jezus. Te wszystkie rozproszenie się w mojej codzienności, ale teraz wiem, że po prostu
muszę się zatrzymać, bo Jezus zawsze jest i czeka. Ja i Jezus będziemy wyprawiać ucztę. Często. Tego pragnę.

M.W

Spotkanie z Jezusem Miłosiernym w Myśliborzu, On sam zorganizował to spotkanie. Spotkanie, na którym ukazał mi jak bardzo mnie kocha, ale i to, że zawsze był ze mną. Nawet w tych najtrudniejszych momentach, gdy wydawało
mi się, że Go przy mnie nie ma. Zaprosił mnie do tego żebym nareszcie umiała wyrazić, że czułam, że mnie zawiódł i żebym mogła Mu wybaczyć. Bo tak bardzo mnie kocha.

„Wierz tylko” – nawet jeśli ta wiara jest jak ziarnko gorczycy, po prostu trwaj, a Ja Cię uratuję. CÓRECZKO.

Anna

Wewnętrzny Judasz jak zwykle oszukiwał mnie, że tym razem nie warto przyjeżdżać. Oczywiście to kłamstwo. Dawno nie miałam tak dobrego czasu, pełnego skupienia, gdy słowo wpływało do mojego wnętrza, zaprzyjaźniłam się z Nim i od niepamiętnych czasów nie miałam rozproszeń. Słowo zostało we mnie. Gdy opuszczę mury Sanktuarium Ono pójdzie za mną. Nie tak jak dotychczas, po zamknięciu drzwi zapominałam co było. Pan wezwał mnie do nowego, pokazał, że jest przy mnie i wskaże mi drogę.

+++

Poczułam, że cisza to piękno. W niej usłyszałam tyle słów skierowanych do mnie przez Pana. Zrozumiałam, że w niej odnajduję spokój i ukojenie. Czułam Jezusa siedzącego obok mnie w ławce w kaplicy. Nic nie mówiłam – słuchałam. Poczułam zaproszenie od Niego, abym częściej siadała „w tej ławce”, pytała i słuchała. W ciszy można wiele usłyszeć.

Z.W

Czas rekolekcji zanurzenia w Słowie J 2, 10—11 to czas odkrycia, że jestem po trosze w każdym z trójki rodzeństwa Łazarz – Marta i Maria. Jestem łazarzem, bo Pan wskrzesza mnie każdego dnia, i jestem Marta, bo Pan używa mnie do służby bliźnim i Jemu każdego dnia. Jestem Marią, której darowano wiele. Odkryłam, że kiedy nawet grzech opanuje, uśmierca, to zawołanie Imienia Jezus – pokazanie swojej bezsilności i uznanie jedynie mocy Boga – jest jedynym ratunkiem. Teraz wołam po kilkanaście razy dziennie i otrzymuję pomoc. Marta pokazała mi że mimo obowiązków, zawsze można się zatrzymać, że czynności służby mogą być modlitwą i ofiarowane w intencjach osobistych i Kościoła. Moje obowiązki wydają się wtedy lżejsze. Maria pokazała mi, że mogę obdarzać Jezusa miłością w taki sposób, jaki chcę i nikomu nic do tego. Wystroję się i wyperfumuję na codzienną Eucharystię. On wie, że tylko dla Niego. Zrozumiałam, że mam prawo być
zadbana i elegancka dla Niego, mimo, że inni źle patrzą. Jezus nauczył mnie tego co lubi u mnie. Lubi klasę bez przesytu. Jezus pokazał mi, że nawet wtedy, kiedy wiedział, że niedługo umrze na krzyżu, nie odmówił przyjęcia przyjaciołom, przyjaznych rozmów, spotkania, okazania miłości, dobrego jedzenia. Uczy mnie, że mimo moich trosk, złego stanu zdrowia, trudności finansowych (a to nie jest gorsze od krzyża!) to nie zwalnia mnie z Bożej radości, dawanie świadectwa miłości, a nie cierpiętnictwa.

Ła-Ma-Mar

Przyjechałam tu z poczuciem winy i niedowartościowana. Miałam wrażenie nie jestem wystarczająco dobra dla rodziny, przyjaciół, znajomych, Boga, że muszę coś robić, robić więcej, lepiej, że robię coś źle staram się, a i tak są niezadowoleni, i tacy co mnie nie lubią. Pytałam dlaczego, co jest ze mną nie tak? Jezus mi odpowiedział. To ty siebie oskarżasz i nie dowartościowujesz. Ludziom nie dogodzisz, nie usatysfakcjonujesz ich. Tylko dla Mnie jesteś wspaniała, pracowita i dobra. Przestań się oskarżać, bądź szczęśliwa z tego, że masz ciało, w którym ja chcę mieszkać i być z tobą w radościach, pracy i smutkach. Żaden człowiek nie da ci pełni miłości i radości, tylko Ja Jezus. Jak będziesz ze Mną, będziesz mogła dzielić tę radość z innymi, nawet tymi, którzy cię nie tolerują. Dziękuję całemu zgromadzeniu.

Joanna

„Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie. Duch wprawdzie gorliwy, ale ciało słabe”. Zatrzymałam się przy tych słowach Jezusa, bo doskonale ujmują to, co dzieje się w moim życiu. Ileż to razy podejmowałam się zobowiązań i nie dawałam rady. Skoro Bóg tu i teraz napomina mnie, to znaczy, że zależy mu, abym nie przespała swojej szansy bycia z Nim. Jezu, dopomóż bym czuwała i była gotowa na Twoje przyjście.

Małgosia

Tak, taka jestem, a Ty Panie wciąż na mnie patrzysz, nie odwracasz wzroku. Dziękuję.

M.P

Kobiece Zanurzenie w Słowo

swiadectwa_02

Na tym spotkaniu Jezus obudził mnie z letargu, którego doświadczałam. Świat zewnętrzny był dla mnie najważniejszy, a Boga traktowałam jako dodatek na moje pragnienia.  Obecnie Bóg został postawiony w mojej codzienności na pierwszym miejscu, w której stał się Bogiem żywym, z którym będę rozmawiać przez czytanie,  rozważanie i medytację Słowa Bożego, a także modląc się słowem „Jezus”, którego się tutaj nauczyłam. Dziękuję za te rekolekcje, które otworzyły okno na Żywego Boga, który mieszka we mnie.  Jest On Bogiem żywych , a nie umarłych. Ta myśl zaprowadziła mnie do tego, że ja żyję już teraz z Nim, bo mam Jego w swojej świątyni, którą dla niego przygotowuję przez zaproszenie gościa do mojego domu, w którym jestem ja sama.

Przebudzona córka Jezusa

Przyjeżdżając na rekolekcje  wierzyłam w to, że Pan Jezus da mi czas tylko dla Niego. Od poniedziałku do niedzieli  pędzę. Tak jak każda kobieta – praca, obowiązki domowe, nawet w niedzielę trzeba ugotować obiad.

A tutaj tylko On i ja. Nawet nie myślę co mam powiedzieć do moich przyjaciółek w pokoju, bo to pięknu czas Milczenia. Zrozumiałam, że milczenie ratuje nas od grzechu obgadywania, osądzania, złego mówienia o innych. Po prostu nie mówię, nie marnuję czasu na rozmowę, słuchanie, czytanie Jezusa.

Córka Jezusa

Pragnęłam, by Pan Bóg pozwolił mi spojrzeć na siebie Jego oczami. Chciałam zrozumieć moje łzy, moje zranione serce, moje pragnienia. Pragnęłam usłyszeć Jego głos – jak On mnie widzi. Jaka jestem dla Niego? Pytałam, bo wciąż potrzebuję potwierdzenia od ludzi, że jestem ważna że jestem potrzebna. Dlaczego nie wystarczała mi Jego miłość?  Nie wiedziałam …

Podczas zanurzenia przeszliśmy razem piękną drogę, trudną, ale piękną. Wszystko mi przypomniał. Kochany Jezus… Zaprosiłam Go do mojego serca, więc przyszedł. Padłam do Jego stóp. Wylałam morze łez. Przebaczył mi. Przyjął moje łzy, moje pocałunki. Powiedział, że bardzo Go umiłowałam. Tak właśnie jest.  Wybrałam Jezusa, Jego miłość.

Umiłowana i Miłująca

Podczas rekolekcji „Zanurzenie w Słowo” … Pan Bóg otworzył moje oczy i serce na wiele spraw. Przede wszystkim wpraszał się do mego domu, do mojego serca, mówiąc, że tam jest Jego miejsce. Powiedział, że widzi we mnie kobietę, zauważa mnie, przykuwam Jego uwagę, widzi we mnie piękno, którego ja nie widzę.

Ja czuję się ciągle niedoskonała, ciągle jestem z siebie niezadowolona, np. z wyglądu, siebie jako córki, matki, żony, mniej jako lekarki. Nie cieszę się, że jestem Jego dziełem. Jestem jak ten faryzeusz, który nie umie uronić łez z powodu swoich grzechów, przewinień. Jestem taka poprawna, taka OK. Uświadomiłam sobie również, że obawiam się bliższych kontaktów z ludźmi, którzy mnie ciągle zawodzą, ale z Bogiem, któremu może boję się tak do końca zaufać w codzienności, w prowadzeniu przez Niego, w podejmowaniu różnych (ważniejszych i mniej ważnych) życiowych decyzji. Ciągle liczę przede wszystkim na siebie. Ale na pytanie „kim On jest? …” mogę jednak odpowiedzieć, że jest dla mnie dobrym Ojcem, któremu zawierzam moich najbliższych zwłaszcza moje dzieci, ich przyszłość i zbawienie. Pan Bóg daje mi pokój w sercu.

Ta kobieta

Jezus zaprosił mnie na rekolekcje „Zanurzenie w Słowie”, aby naprawdę się zanurzyła całym sercem. Przyjeżdżając tutaj chciałam Go usłyszeć co ma mi do powiedzenia o mnie, o moim życiu. Czytając Ew Łk 7,36-50 odnalazłam siebie. Była jako kobieta grzesznica tak jak w tej ewangelii. Dużo zdań poruszało moje serce. Nie spodziewałam się, że tak wiele odczytam w Słowie Bożym to co się tyczy mnie. Najważniejsze słowa na koniec: „Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju”. Wiem, że ocalił mnie Jezus od grzesznego życia, nawróciłam się, dał mi szansę na nowe życie. Życie w czystości.

Podczas kontemplacjo odkryłam przy oddechu, że ja żyję. Poczułam wielką wdzięczność za to że Bóg dał mi życie, za to, że dalej podtrzymuje to życie we mnie. Czuję jak będzie mi to pomocne w trudach dnia codziennego.

Nawrócona grzesznica

Na „Zanurzenie w Słowo”  przyjechałam, tak mi się przynajmniej wydawało na zaproszenie Sióstr Jezusa Miłosiernego. Poniekąd tak było, ponieważ to s. Weronika wypowiedziała te słowa zaproszenia do mnie : „Zapraszam cię na zanurzenie w Słowo”. Teraz po tych dniach wiem, że zaprosił mnie Jezus. Posłużył się super świetną kobietą i dzięki temu mogłam dowiedzieć się prawdę o sobie.

Na początku nie było to łatwe, bo Jezus pokazał mi moje wady, grzechy. Nie było to ze złością ale miłością. Apotem dał mi do zrozumienia, że ja nie muszę być najlepsza, najfajniejsza  dla innych, ale dla siebie. „odpuszczone są twoje grzechy”.  Ja to naprawdę usłyszałam, nie tylko przeczytałam. Ja żyję naprawdę i Jezus mieszka we mnie, w moim domu. Pragnę tak żyć …

M.W.

W czasie rekolekcji Jezus pokazał mi czas mojego nawrócenia. Będąc katoliczką byłam jak faryzeusz, krytykowałam, widziałam wszystko u innych. Później pojawił się coraz większy grzech. Bóg wówczas dopuścił cierpienia, to była jedyna droga do Niego. Następnie gdy się Go chwyciłam to się zaczęłam za nim uganiać  jak rozkapryszone dziecko. Jezus na stadionie, Jezus na tej Mszy …  W końcu kiedy byłam w mojej parafii na adoracji chciałam iść na kolejną Mszę w innym kościele z modlitwą o uzdrowienie, to mi powiedział gdzie idziesz za 15 minut będzie tu Msza i Ja umrę za ciebie. Zostałam. Od tamtej pory kocham każde kazanie, każdą babciną zdrowaśkę, bo On jest i ofiaruje mi swoją miłość. Teraz doceniam tę ciszę, brak głośnej muzyki, pięknych śpiewów, bo naprawdę wtedy właśnie Go słyszę. Przecież ON JEST  NAJWAŻNIEJSZY i nie ma innego imienia, które zbawia.

Umiłowana

Przyjechałam tutaj zupełnie bez oczekiwań, w sumie chciałam pobyć po prostu w ciszy. Tak mało miałam ostatnio czasu dla siebie, w domu czeka Mąż i 3 letni synek. Bycie mamą, żoną pochłonęło mnie ostatnim czasem. To czego doświadczyłam w tym wyjątkowym miejscu jest trudne do opisania. Wylałam hektolitry łez. Dosłownie jakby ktoś odkręcił kran w moich oczach. Na szczęście była pyszna herbata, więc nie skończyło się odwodnieniem. Momentów olśnienia było bardzo dużo.

Najbardziej wzruszający był jednak czas niedzielnej kontemplacji. Nagle usłyszałam słowa. „dałem ci ten dom”. Już wczoraj podczas Medytacjo je usłyszałam, ale nie bardzo rozumiałam ich sens. Pomyślałam na początku. Tak dziękuję za zaproszenie. Ten  Dom Sióstr w Myśliborzu to cudowne miejsce. Faktycznie czuję się jak w domu. Będę tu przyjeżdżać. A po chwili znów usłyszałam „Ten Dom”. I wtedy zrozumiałam, że chodzi o moje serce, a tak naprawdę oto, że mam dom, moim domem jest Jezus, który mieszka ze mną, a ja z Nim i nigdy nie będę już sama. A samotna czułam się odkąd pamiętam.

Mój głód miłości był przeogromny. Gdy miałam 7 lat moja mama zmarła na raka. Rok później mój tata z powodu problemów finansowych i depresji odebrał sobie  życie. Od tej pory nie potrafiłam zaufać Bogu. Powtarzałam na modlitwie „Jezu, ufam Tobie!” Ale tak naprawdę to ja musiałam mieć kontrolę nad moim życiem. Ukończyłam 4 fakultety, znam 3 języki obce, wszystko po to, aby mieć poczucie bezpieczeństwa. Tak naprawdę złudne. Uwierzyłam, że dobre wykształcenie, to dobra praca, a dobra praca to dobre finanse = bezpieczeństwo.  Niestety żadne pieniądze, ani zawód, ani nawet mąż i dziecko nie dawały mi pokoju serca. Do dzisiaj gdy usłyszałam „Nie jesteś sierotą”, „Nie jesteś sama”, „Ja jestem”. Poczułam przytulenie ciepłej, puszystej kobiety, która usiadła obok. Uświadomiłam sobie, że Bóg jest też kobietą, jest moją mamą, za którą wciąż tęsknię. Dosłownie zalałam się łzami, tak jak kobieta z Ewangelii. Nie mogłam się uspokoić. Również przy śniadaniu.  I wtedy jedna z Sióstr dała mi paczkę chusteczek. W moim domu rodzinnym nigdy nie dostałam chusteczki, gdy płakałam, przeważnie było to dla innych obojętne. Bóg się o mnie zatroszczył najlepiej. Dziękuję.

Orchidea, 34 lata