• main_slider

Kobiece Zanurzenie w Słowo

Podczas rekolekcji Zanurzenie w Słowie: „Nie mają wina”, Boży Duch mówi do mnie: „BYŁA tam MATKA JEGO” . Zrozumiałam, że jako MATKA – KOBIETA – NIEWIASTA żyję po to, aby BYĆ i BYĆ jako Jego matka –DOBRA, TROSZCZACA SIĘSIĘ o innych. Być – prosto, zwyczajnie – BYĆ.  I dzięki tym rekolekcjom czuję, że JESTEM i pragnę BYĆ – dla Niego i dla bliźniego i jak Maryja i jak Maria siostra Marty, obieram lepszą cząstkę.  Amen.

JESTEM – Dorota Bogumiła

JESTEM – Dorota Bogumiła

Odnalazłam się razem z Jezusem w Kanie Galilejskiej. Czułam, że jestem wyczerpana, pusta, że w moim małżeństwie i w mojej rodzinie brakowało wina, czyli radości, miłości, szczęścia. Życie toczyło się s dnia na dzień na pracy, obowiązkach, nerwach, szybkie tempo życia powodowało, ż brakowało mi siły i chęci na robieniu czegokolwiek. Byłam pełna pretensji do mojego męża i całego mojego otoczenia, że brakuje mi wsparcia, pomocy, sama muszę podołać tylu różnym sprawom. Jezus pokazał mi, że mój żal i pretensje nie mogą przemienić się w wino, bp do stągwi nalewano wodę czysta. Odkryłam, że po prostu nie modliłam się za mojego męża o moje dzieci. Odkryłam tak zwyczajną i prostą rzecz – modlitwa i bycie przy Jezusie, mój wysiłek włożony w ofiarowywanie moich najbliższych Jezusowi jest jak noszenie wody przez sługi i napełnianie nimi pustych stągwi. Pragnę po ludzku wkładać większy wysiłek w spotkanie z Jezusem, aby dzięki Niemu, Jezus mógł dokonywać cudów w moim życiu rodzinnym, abym sama doświadczają Jego troski i miłości, potrafiła dzielić się nią z moją rodziną.

Napełniona

Chce tak jak Maryja przychodzić do Jezusa ze swoimi problemami i tu zobaczyłam jak przychodzi Maryja, nie kręci, nie prosi, nie daje rozwiązania tylko mówi: „Nie mają już wina”. To mnie uczy zrób tyle ile można, na ile pozwala moje  TERAZ – kondycja ciała i ducha i wypatruję odpowiedzi… Nie obrażam się jak odpowiedź przychodzi i jest nie po mojej myśli, chcę wracać do domu ze słowami: „Zrób wszystko co ci powie”. Chcę tak jak ci słudzy napełniać stągwie wodą po brzegi, chcę się trudzić, chcę być gorliwa i chcę być hojna dla mojego Pana… Maryjo moja Mamo, módl się za mną. Dziękuję.

Twoja umiłowana Córka

Zobaczyłam stągwie na nieczystości żydowskie. Te stągwie to moje nieczystości, mój brak miłości, grzech wobec Boga i drugiego człowieka. Pan pozwolił mi wypełnić je po brzegi czystą wodą, moim pragnieniem przemiany. Pozwoliłam sobie, by stągwie były też symbolem wszystkich zranień mojej rodziny, naszych niedoskonałości, wszystkiego co niszczyło naszą wzajemną miłość. Jezus oczyszcza kamienne stągwie mojej rodziny, moje. Ja wypełniam je wodą modlitwy, wysiłku do dawania siebie, synom, mężowi i drugiemu człowiekowi, którego Jezus stawia na mojej drodze. Dawania siebie w miłości, łagodności, cierpliwości, życzliwości, dawania tego co mam teraz i co teraz mogę dać. Ta woda to mój dar, który Duch Święty swoją mocą przemieni w dobro dla mnie i mojej rodziny.  Jezus da nam jeszcze więcej wina – życia w obfitości.

Od Maryi uczę się rozwiązywania problemów, bez krzyków, bez złości, bez raniących słów.  Swoją bezsilność wobec niektórych sytuacji, mojej bezradności będę starała się sercem oddawać Jezusowi. Z głębi serca informować Go o

moim braku. Jeszcze bardziej Jemu zaufać. Błagać Go, mojego Boga o cierpliwość wobec własnych słabości i słabości tych których kocham, przyjąć ich z ich słabościami tu i teraz.

Upragniona córka Króla

Podczas tego spotkania, przy zanurzeniu się w Słowo Boże, zrozumiałam, że Bóg pragnie bym zaczęła Go słuchać, bym nie zatwardziła swego serca, ale otwierała się na Jego słowo. Słowo, które jest w stanie wypełnić moją pustkę, które jest w stanie mnie napełnić oraz powodować to, bym zaczęła żyć! On chce mnie uszczęśliwić, sprawić, że będę radosna. Wystarczy Mu zaufać i dać się jemu prowadzić, bo On pragnie mojego szczęścia. „Kto zaufa Ci, może wolnym być”.

Zasłuchana

Kochany Jezu. Dziękuję za zaproszenie. Ten pobyt w Twoim domu ziemskim, pozwolił odzyskać spokój, który zagubiłam. Otrzymałam wskazówki co powinnam zmienić i za czym kroczyć, abyś był Jezu w mojej codzienności. Dziękuję za gościnę i rozmowę.

Twoja buntowniczka

Będąc bardzo daleko od Boga, On w swojej nieskończonej Miłości i niezgłębionym Miłosierdziu przyszedł i wyciągnął mnie z tej ciemności grzechu. I przyprowadził mnie z powrotem do tego miasta, w którym się wszystko zaczęło. Nieoczekiwanie dla mnie przed swym obliczem Miłosierdzia odkrył ranę, która krwawiła całe życie, odkrył ją swoją miłością i uleczył.

„Wróciłam”

Czas zanurzenia był dla mnie wtulenia się w Ramiona Pana Jezusa i doświadczenia Jego Rąk, które są otwarte, ciepłe i pełne miłości”. W Ramionach Jezus uzyskałam spokój w sercu, bliskość, której tak bardzo pragnęłam i wiarę, że będąc samotną (po rozwodzie) można kochać i czuć się kochaną przez Jezusa, miłością taka, której nikt z ludzi nie jest w stanie mi ofiarować. Podczas Sakramentu Pokuty dostałam „polecenie” od Ciebie Jezu – nazywać siebie Twoją Oblubienicą, bo Ty tego pragniesz.

Magda

Podczas zanurzenia w Słowie poznałam Jezu uśmiechniętego. Było to dla mnie niezwykła doświadczenie, bo wszystkie obrazy ukazujące Jezusa są pełne Jego boleści lub bardzo poważne. Jest we mnie mała dziewczynka, która krzyczy, buntuje się, ale też nieustannie szuka miłości. Tej małej dziewczynce łatwiej przyjść do uśmiechniętego Jezusa.

Po raz kolejny w swoim życiu usłyszałam, a teraz też doświadczyłam, że Słowo Boże jest o mnie i dla mnie, że odpowiada na moje pytania i wątpliwości, wskazuje kierunek, jak drogowskaz.

Ważnym doświadczeniem było dla mnie CONTEMPLATIO, nie wiedziałam, że modlitwa, trwanie przy Jezusie może być takim refleksem i uspokojeniem. Nie potrafiłam do tej pory rozmawiać z Jezusem. Modlić się oznaczało dla mnie zanosić prośby, dziękować. Teraz wiem, że modlitwa jest moją rozmową z Jezusem. Małej dziewczynce, tej, która krzyczy we mnie łatwiej będzie rozmawiać z uśmiechniętym Jezusem, którego spotkałam w czasie tego ZANURZENIA.

Uświadomiłam sobie jakie ważne jest TERAZ. Moje myśli często biegną do przodu, albo „mielą” to co było. TERAZ gdzieś gubi się w tym natłoku. Słowa TERAZ i JESTEM nabrały innego większego znaczenia. JESTEM – dostałam NOWE ŹYCIE!

MARCELINKA

Kobiece Zanurzenie w Słowo

swiadectwa_02

Na tym spotkaniu Jezus obudził mnie z letargu, którego doświadczałam. Świat zewnętrzny był dla mnie najważniejszy, a Boga traktowałam jako dodatek na moje pragnienia.  Obecnie Bóg został postawiony w mojej codzienności na pierwszym miejscu, w której stał się Bogiem żywym, z którym będę rozmawiać przez czytanie,  rozważanie i medytację Słowa Bożego, a także modląc się słowem „Jezus”, którego się tutaj nauczyłam. Dziękuję za te rekolekcje, które otworzyły okno na Żywego Boga, który mieszka we mnie.  Jest On Bogiem żywych , a nie umarłych. Ta myśl zaprowadziła mnie do tego, że ja żyję już teraz z Nim, bo mam Jego w swojej świątyni, którą dla niego przygotowuję przez zaproszenie gościa do mojego domu, w którym jestem ja sama.

Przebudzona córka Jezusa

Przyjeżdżając na rekolekcje  wierzyłam w to, że Pan Jezus da mi czas tylko dla Niego. Od poniedziałku do niedzieli  pędzę. Tak jak każda kobieta – praca, obowiązki domowe, nawet w niedzielę trzeba ugotować obiad.

A tutaj tylko On i ja. Nawet nie myślę co mam powiedzieć do moich przyjaciółek w pokoju, bo to pięknu czas Milczenia. Zrozumiałam, że milczenie ratuje nas od grzechu obgadywania, osądzania, złego mówienia o innych. Po prostu nie mówię, nie marnuję czasu na rozmowę, słuchanie, czytanie Jezusa.

Córka Jezusa

Pragnęłam, by Pan Bóg pozwolił mi spojrzeć na siebie Jego oczami. Chciałam zrozumieć moje łzy, moje zranione serce, moje pragnienia. Pragnęłam usłyszeć Jego głos – jak On mnie widzi. Jaka jestem dla Niego? Pytałam, bo wciąż potrzebuję potwierdzenia od ludzi, że jestem ważna że jestem potrzebna. Dlaczego nie wystarczała mi Jego miłość?  Nie wiedziałam …

Podczas zanurzenia przeszliśmy razem piękną drogę, trudną, ale piękną. Wszystko mi przypomniał. Kochany Jezus… Zaprosiłam Go do mojego serca, więc przyszedł. Padłam do Jego stóp. Wylałam morze łez. Przebaczył mi. Przyjął moje łzy, moje pocałunki. Powiedział, że bardzo Go umiłowałam. Tak właśnie jest.  Wybrałam Jezusa, Jego miłość.

Umiłowana i Miłująca

Podczas rekolekcji „Zanurzenie w Słowo” … Pan Bóg otworzył moje oczy i serce na wiele spraw. Przede wszystkim wpraszał się do mego domu, do mojego serca, mówiąc, że tam jest Jego miejsce. Powiedział, że widzi we mnie kobietę, zauważa mnie, przykuwam Jego uwagę, widzi we mnie piękno, którego ja nie widzę.

Ja czuję się ciągle niedoskonała, ciągle jestem z siebie niezadowolona, np. z wyglądu, siebie jako córki, matki, żony, mniej jako lekarki. Nie cieszę się, że jestem Jego dziełem. Jestem jak ten faryzeusz, który nie umie uronić łez z powodu swoich grzechów, przewinień. Jestem taka poprawna, taka OK. Uświadomiłam sobie również, że obawiam się bliższych kontaktów z ludźmi, którzy mnie ciągle zawodzą, ale z Bogiem, któremu może boję się tak do końca zaufać w codzienności, w prowadzeniu przez Niego, w podejmowaniu różnych (ważniejszych i mniej ważnych) życiowych decyzji. Ciągle liczę przede wszystkim na siebie. Ale na pytanie „kim On jest? …” mogę jednak odpowiedzieć, że jest dla mnie dobrym Ojcem, któremu zawierzam moich najbliższych zwłaszcza moje dzieci, ich przyszłość i zbawienie. Pan Bóg daje mi pokój w sercu.

Ta kobieta

Jezus zaprosił mnie na rekolekcje „Zanurzenie w Słowie”, aby naprawdę się zanurzyła całym sercem. Przyjeżdżając tutaj chciałam Go usłyszeć co ma mi do powiedzenia o mnie, o moim życiu. Czytając Ew Łk 7,36-50 odnalazłam siebie. Była jako kobieta grzesznica tak jak w tej ewangelii. Dużo zdań poruszało moje serce. Nie spodziewałam się, że tak wiele odczytam w Słowie Bożym to co się tyczy mnie. Najważniejsze słowa na koniec: „Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju”. Wiem, że ocalił mnie Jezus od grzesznego życia, nawróciłam się, dał mi szansę na nowe życie. Życie w czystości.

Podczas kontemplacjo odkryłam przy oddechu, że ja żyję. Poczułam wielką wdzięczność za to że Bóg dał mi życie, za to, że dalej podtrzymuje to życie we mnie. Czuję jak będzie mi to pomocne w trudach dnia codziennego.

Nawrócona grzesznica

Na „Zanurzenie w Słowo”  przyjechałam, tak mi się przynajmniej wydawało na zaproszenie Sióstr Jezusa Miłosiernego. Poniekąd tak było, ponieważ to s. Weronika wypowiedziała te słowa zaproszenia do mnie : „Zapraszam cię na zanurzenie w Słowo”. Teraz po tych dniach wiem, że zaprosił mnie Jezus. Posłużył się super świetną kobietą i dzięki temu mogłam dowiedzieć się prawdę o sobie.

Na początku nie było to łatwe, bo Jezus pokazał mi moje wady, grzechy. Nie było to ze złością ale miłością. Apotem dał mi do zrozumienia, że ja nie muszę być najlepsza, najfajniejsza  dla innych, ale dla siebie. „odpuszczone są twoje grzechy”.  Ja to naprawdę usłyszałam, nie tylko przeczytałam. Ja żyję naprawdę i Jezus mieszka we mnie, w moim domu. Pragnę tak żyć …

M.W.

W czasie rekolekcji Jezus pokazał mi czas mojego nawrócenia. Będąc katoliczką byłam jak faryzeusz, krytykowałam, widziałam wszystko u innych. Później pojawił się coraz większy grzech. Bóg wówczas dopuścił cierpienia, to była jedyna droga do Niego. Następnie gdy się Go chwyciłam to się zaczęłam za nim uganiać  jak rozkapryszone dziecko. Jezus na stadionie, Jezus na tej Mszy …  W końcu kiedy byłam w mojej parafii na adoracji chciałam iść na kolejną Mszę w innym kościele z modlitwą o uzdrowienie, to mi powiedział gdzie idziesz za 15 minut będzie tu Msza i Ja umrę za ciebie. Zostałam. Od tamtej pory kocham każde kazanie, każdą babciną zdrowaśkę, bo On jest i ofiaruje mi swoją miłość. Teraz doceniam tę ciszę, brak głośnej muzyki, pięknych śpiewów, bo naprawdę wtedy właśnie Go słyszę. Przecież ON JEST  NAJWAŻNIEJSZY i nie ma innego imienia, które zbawia.

Umiłowana

Przyjechałam tutaj zupełnie bez oczekiwań, w sumie chciałam pobyć po prostu w ciszy. Tak mało miałam ostatnio czasu dla siebie, w domu czeka Mąż i 3 letni synek. Bycie mamą, żoną pochłonęło mnie ostatnim czasem. To czego doświadczyłam w tym wyjątkowym miejscu jest trudne do opisania. Wylałam hektolitry łez. Dosłownie jakby ktoś odkręcił kran w moich oczach. Na szczęście była pyszna herbata, więc nie skończyło się odwodnieniem. Momentów olśnienia było bardzo dużo.

Najbardziej wzruszający był jednak czas niedzielnej kontemplacji. Nagle usłyszałam słowa. „dałem ci ten dom”. Już wczoraj podczas Medytacjo je usłyszałam, ale nie bardzo rozumiałam ich sens. Pomyślałam na początku. Tak dziękuję za zaproszenie. Ten  Dom Sióstr w Myśliborzu to cudowne miejsce. Faktycznie czuję się jak w domu. Będę tu przyjeżdżać. A po chwili znów usłyszałam „Ten Dom”. I wtedy zrozumiałam, że chodzi o moje serce, a tak naprawdę oto, że mam dom, moim domem jest Jezus, który mieszka ze mną, a ja z Nim i nigdy nie będę już sama. A samotna czułam się odkąd pamiętam.

Mój głód miłości był przeogromny. Gdy miałam 7 lat moja mama zmarła na raka. Rok później mój tata z powodu problemów finansowych i depresji odebrał sobie  życie. Od tej pory nie potrafiłam zaufać Bogu. Powtarzałam na modlitwie „Jezu, ufam Tobie!” Ale tak naprawdę to ja musiałam mieć kontrolę nad moim życiem. Ukończyłam 4 fakultety, znam 3 języki obce, wszystko po to, aby mieć poczucie bezpieczeństwa. Tak naprawdę złudne. Uwierzyłam, że dobre wykształcenie, to dobra praca, a dobra praca to dobre finanse = bezpieczeństwo.  Niestety żadne pieniądze, ani zawód, ani nawet mąż i dziecko nie dawały mi pokoju serca. Do dzisiaj gdy usłyszałam „Nie jesteś sierotą”, „Nie jesteś sama”, „Ja jestem”. Poczułam przytulenie ciepłej, puszystej kobiety, która usiadła obok. Uświadomiłam sobie, że Bóg jest też kobietą, jest moją mamą, za którą wciąż tęsknię. Dosłownie zalałam się łzami, tak jak kobieta z Ewangelii. Nie mogłam się uspokoić. Również przy śniadaniu.  I wtedy jedna z Sióstr dała mi paczkę chusteczek. W moim domu rodzinnym nigdy nie dostałam chusteczki, gdy płakałam, przeważnie było to dla innych obojętne. Bóg się o mnie zatroszczył najlepiej. Dziękuję.

Orchidea, 34 lata