• main_slider

Zanurzenie w Słowo

Na tych rekolekcjach odnalazłam się w tych omawianych osobach z których uchodziło życie i umarłej dziewczynce (kobieta cierpiąca na krwotok, córka Jaira).  Praktycznie to wegetowałam, a nie żyłam. Tak jak tej kobiecie lekarze nie pomogli, a miała się coraz gorzej, tak i ja – życzliwe osoby chcące mi pomóc nie pomogli, a było coraz gorzej. Czułam się samotna, odtrącona, zlekceważona, niezrozumiana, wyobcowana w środowisku z powodu mojej historii życia i wydarzeń życiowych.

Tutaj odkryłam – a raczej Bóg mi przypomniał, że jestem Jego ukochaną córeczką, że tak naprawdę to nie jestem sama, ale On jest ze mną, myśli o mnie i Mu na mnie zależy. Chodzi tylko oto, czy ja o tym wiem i czy pamiętam i czy potrafię być tą ukochaną córeczką, czy pozwolę Bogu na tę miłość i czy pozwolę się jemu prowadzić i Mu zaufać i na Niego się zdać. Po prostu, czy pozwolę Mu się kochać i troszczyć się o mnie.  Poczułam się tu lepiej, jakby w pewnym sensie życie wstąpiło we mnie.  Jest Bóg – jest światełko w tunelu.

Myślałam, że Bóg o mnie jakby zapomniał i nie myślał o  mnie, a to kłamstwo było. Prawda jest taka jaką tu odkryłam   – a mianowicie, że to ja nie potrafiłam być tą Jego ukochaną córeczką, że to ja nie potrafiłam przyjmować Jego miłości, pomocy, troski itd.  Ale od dzisiaj postaram się – no i oczywiście chcę być tą Jego ukochana córeczką, choć jeszcze trudno mi w to uwierzyć i trudno przechodzi mi to przez usta – ale przechodzi – już przechodzi. Jestem ukochaną córeczką Boga i tak się podpisuję.

Ukochana córeczka Boga

W dzieciństwie byłam małą królewną. Rodzice zatroszczyli się o moje bezpieczeństwo. Teraz odeszli. Usłyszałam słowa:  „Dziewczynko, mówię ci wstań!”. Wstałam więc, ale już jako królowa matka.  Chwała Panu!

Iwona

Temat: „Córko, bądź wolna” – był tez takim motorem i zarazem pragnieniem, abym była wolna. Czas sobotni był dla mnie trudnym czasem, „Boże, czemu nic do mnie nie mówisz” – a to tak naprawdę ja nie umiem słuchać co mówi. Bardzo mocno taka mała dziewczynka we mnie się odezwała (w dorosłej kobiecie). To był dzień takiej walki, niepokoju. Jakichś lęków! I w tej takiej bezradności wieczorem po zakończeniu wszystkich punktów dnia usiadłam i nie oczekiwałam nic. Bez intencji, po prostu byłam i to było to.  On przyszedł właśnie. Wtedy – Bóg TATA przyszedł do swojej małej Córeczki – kiedy tak naprawdę się nie spodziewałam niczego. Dał spokój, radość, chęć nową do życia. „Nie bój się, wierz tylko” – Mimo, że wiele rzeczy we mnie umarło, i po ludzku nie ma już szansy, to Bóg ją dał.

„Wierz tylko” – nawet jeśli ta wiara jest jak ziarnko gorczycy, po prostu trwaj, a Ja Cię uratuję. CÓRECZKO.

CÓRCIA BOGA

Mój ziemski tata nigdy nie powiedział do mnie córeczko, jesteś piękna, wartościowa. Gdy byłam dzieckiem musiałam sama zabiegać o uwagę, później już nawet tego nie robiłam. Nie miałam sił wołać o miłość. W życiu dorosłym popełniłam kilka błędów wynikających z mojego żebrania o miłość – co spowodowało, że czułam się  jeszcze gorzej sama z sobą. Mówiono mi wielokrotnie „Bóg Cię kocha, Bóg jest miłością”, ale to odbijało się o mnie jak o ścianę. A tutaj Jezus powiedział do mnie CÓRECZKO mówię ci wstań. W sobotę wyznałam Mu wszystko. Płacząc powiedziałam jak bardzo potrzebuję Jego miłości i nagle ją dostałam. Poczułam Jego obecność, poznałam Jego tulenie, a słowo CÓRECZKO trwają we mnie cały czas. Powiedział również do mnie „nie bój się tylko wierz”. Teraz wiem, że pokonując ten lęk staję się odważna, by w końcu pozwolić sobie być tą nieidealną, a równocześnie wyjątkową. Wyjątkową wybraną przez Pana córką.

Jeny, jakie to cudowne być córką Króla. Wiem jednak, że w tym wszystkim Pan powołuje mnie do tego bym NATYCHMIAST opuściła lęk, ale  i także powierzała  Mu cały swój dzień czytając Słowo. W końcu powiedział „Uwierz”, a jak mogę wierzyć, skoro nie znam tak dobrze?

Dziękuję Ci Panie za ten wspaniały czas napełniony miłością.

Ukochana Córeczka

Wszystko zaczęło się od nadłamanej trzciny, którą pokazała s. Weronika. To ją, burze w moim życiu doprowadziły do tego stanu. Potem usłyszałam piosenkę ”Nadłamana trzcina” – Usłysz mój głos, Ja za rękę poprowadzę cię … i wszystko się zaczęło. Usłyszałam: „Nie bój się, wierz tylko”. Podczas adoracji mogliśmy dosłownie dotknąć płaszcza Jezusa. Odważyłam się, zrobiłam to. Byłam tak blisko Jezusa, On patrzył na mnie, a ja prosto w Jego oczy, tak łagodne, uspokajające. Córko bądź wolna, od swoich dolegliwości. Po wyjściu z kaplicy wylosowałam cytat „Nie lękaj się, bo jestem z Tobą”. Tyle razy to Jezus powtórzył podczas tego czasu, że Bóg mnie kocha, jestem Jego córką. Nie boję się. Jezu działaj, karm mnie swoim słowem.

Córka Boga M. W.

Podczas mojego pobytu w Myśliborzu i zanurzeniu w Słowo zrozumiałam i Bóg nakierował mnie na słowa  „Niebój się tylko wierz”. I właśnie ta wiara, że z Nim nie mam czego się bać, że wszystko się ułoży wg Jego myśli dała mi silę, aby wstać i stawać się dojrzałą kobietą, która ma w sobie ogromną siłę życia i pokonywania obowiązków dnia codziennego  i cieszenia się życiem każdego dnia. Bo każdy dzień jest piękny, bo z Bogiem jest łatwiej i z Nim dam radę ze wszystkim co przyniesie mi życie.

Łaska uprzedzająca pozwoliła mi zatrzymać się przed trudnym wydarzeniem i zrozumieć, że chcę być jak róża w ogrodzie sióstr: piękna, dojrzała i mądra i żyć wg siebie, swojej intuicji a z Bożą pomocą i łaską wszystko jest możliwe …

„Nie bój się tylko wierz”.

Córeczka swojego Ojca Beata

Na rekolekcje wezwały mnie trzy słowa – klucze z ogłoszenia „KOBIETA” – ZANURZENIE W SŁOWIE I CISZA”.

Kobieta, bo w szybkim nurcie życia, obowiązków, przepracowania i chorób – zapomniałam jak to jest być KOBIETĄ. Czułam się takim „robotem”, który utracił całą swoją delikatność, wdzięk, kobiecą zalotność. Być żoną nie zawsze zaradnego męża i  opiekunką jego mamy, kucharką, sprzątaczką, „załatwiaczką” wszystkiego sprawiło, że mocno się rozchorowałam. … Słowa „Nie bój się, jedynie wierz” – są do mnie. Uczepiłam się ich – gdy Jezus powie zanurz się, czy idź po wodzie – PÓJDĘ.

Cisza – ta zbawienna cisza w zgiełku, tempie, chaosie życia. Przeżyłam tu dwukrotnie podczas Contemplatio taki spokój – darowany mi przez Pana, którego nigdy nie doświadczyłam. Jezus nazwał mnie tu Swoją Córeczką. Tak bardzo tego potrzebowałam, ja najstarsza z czwórki rodzeństwa, dla której miejsca i czasu na kolanach rodziców brakowało. Jezus wziął mnie na swoje kolana i tulił i pozwalał wejść „na barana” – pozwolił mi być Jego jedynaczką, a ja poczułam się w pełni kochana, wybrana, upragniona.

To był dla mnie czas duchowego SPA i już nie mogę doczekać się następnego Zanurzenia w Słowie.

+ + +

Poczułam, że Bóg Ojciec i Jezus kocha dziewczynkę we mnie i moją dziewczęcą lekką miłość. Kocham Jezusa lekko radośnie w sukience ubranej w kwiatki, najlepiej w róże, które towarzyszyły mi na dziedzińcu przez trzy dni. W tym czasie Jezus pokazał mi, że tak mnie kocha. Dziękuję Mu za ten czas, obiecałam Mu, że będę dążyła do kobiecej dojrzałej miłości, do Niego, że dojrzalej będę starała się poznać każde Jego Słowo. Póki co ubrana w sukienkę w różyczki dam się poprowadzić Jezusowi za rączkę przez łąki życia.

Beata Mosko

Beata Mosko

Jestem mamą, której dziecko umiera w duszy, której dziecko nie chce żyć, nie ma radości i sensu życia. Od Jaira uczę się padać do stóp Jezusa i żarliwie, wiele prosić. „Moje dziecko umiera, przyjdź i połóż na nim ręce, aby uszło śmierci, wyzdrowiało i żyło”. A Jezus mówi do mnie „NIE BÓJ SIĘ, TYLKO DALEJ UFAJ!!! Więc Jezu, bądź przy moim dziecku ze swoja Mocą i czułością, a w moje serce wlewaj ufność, pomnażaj wiarę. Uwielbiam Ciebie i dziękuję.

Mama dziecka

Największym przeżyciem była poranna kontemplacja. Nie mogłam się odkleić od ławki. Wszyscy szli już na śniadanie, ja tymczasem widziałam jak Jezus z Maryją mnie przytulają. Jak są jednocześnie moimi rodzicami i małżeństwem. Później dołączyli moi rodzice, ale widziani mi się jak by mniej ważni. W końcu zostałam sama z Maryją która przytulała mnie i kołysała jakbym była małym dzieckiem. Poczułam pokój serca i lekkość. W końcu poczułam się kochana. Moi rodzice nie żyją odkąd skończyłam 7 lat. Moja tęsknota za nimi jest wciąż przeogromna pomimo upływu lat, a dzisiaj jakby mi się to wyciszyło. Zobaczyłam Różaniec i zaczęłam się nim modlić. Wciąż widząc  przytulająca mnie Maryję. Nawet  nie wiem kiedy odmówiłam cały. pierwszy raz nie kojarząc Różańca jako ciężki i smutny obowiązek. Do tej pory odpychał mnie, a kult Maryi w ogóle nie rozumiałam. Odczułam tutaj, że mam TATĘ I MAMĘ. Nie jestem już sierotą mam Rodziców idealnych, idealnie kochających.

Córeczka Króla, Your Content Goes Here

Od 1995 r. regularnie wracam do tej przypowieści. Nie mogłam zrozumieć zależności między dziewczynką a kobietą. Siedząc w kaplicy na medytacji napisałam w notesie „TO TA SAMA HISTORIA, TA SAMA OSOBA”. W 1995 było mi bliżej do dziewczynki. Dziś mam40 lat i jestem kobietą. Ten czas uświadomił mi że już 25 lat temu Jezus obiecał mi cud.  Jezus jest Bogiem Wiernym. Obiecał i dotrzymał słowa.

Jezus zapytał: „KTO MNIE DOTKNĄŁ” – ODPOWEDZIAŁAM: TALITHA.

A.H., Your Content Goes Here

Byłam nikim i nie miałam nic. Teraz wyjeżdżam jako córka Boga żywego do której należy wszystko to, co ma mój Tata.

Amen., Your Content Goes Here

Znalazłam się wśród (tłumu) ludzi, którzy przyszli od przełożonego synagogi i usłyszałam „ czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?”. To pytanie tkwiło we mnie i ciągle powracało, a tu wybrzmiało. Miłosierny Jezus natychmiast dał mi jasną odpowiedź „Nie bój się, wierz tylko”. To, że Bóg jest moim ojcem – to jest i było oczywiste, ale te rekolekcje pozwoliły mi dostrzec, uświadomiły, że też ja jestem Jego córką.

Twoja córka, Your Content Goes Here

Jadąc w Kobiece Zanurzenie w Słowo pragnęłam, aby Jezus Miłosierny uleczył moje zranione, bardzo zranione wnętrze. Modliłam się o to, modlitwa była różna. Myślałam, aby Bóg skierował mnie, do Kapłana w czasie spowiedzi, by ta spowiedź, by ta spowiedź, sakrament św. zgładził to, co mnie drażniło, bolało, wyciszył mnie. Tak się stało, tu i teraz. Dziękuję Jezusowi Miłosiernemu za ten dar, za kapłana. Wlałeś w moje wnętrze tą ufność, tę prawdę, że wiara może cię uleczyć. Jezu dodawaj mi wiary, ufnej wiary.

Twoja służebnica, Your Content Goes Here

Spotkałam się z Toba by móc usłyszeć tyle i przeżyć z Tobą tyle. Dziękuję za wspólną herbatę nad jeziorem, dziękuję za ten moment lśniącego jeziora na który patrzyliśmy wspólnie przez chwilę i czułam, że ten moment i ta woda jest i lśni i się mieni tylko dla mnie i że jesteś przy mnie tu i teraz. Dziękuję za wspólną kąpiel i mycie głowy. Za to, że zatroszczyłeś się o małą Ewelinkę, o rozsądnej porze zaproponowałeś iść spać. Dziękuję za te drzemki do których mnie zapraszałeś co rusz i uczyłeś, że też i odpoczynek to najlepsze teraz dla mnie. Że dzieci tylko tego na początku potrzebują, spania, jedzenia, dotyku. I czułam tu to wszystko. Czułam, że się o mnie troszczysz, przytulasz, opiekujesz, karmisz dajesz schronienie i otulasz najczulej jak umiesz. Dziękuję. Dziękuję za słowa, wiele słów, a wśród nich to  chodźmy i zacznijmy dalej żyć. Jest ciemno, wiem, ale patrząc na mnie widzisz światło, dużo światła, tylko ja mogę  ją – tę dziewczynkę – uratować.

+ + +, Your Content Goes Here

Kobiece Zanurzenie w Słowo

swiadectwa_02

Na tym spotkaniu Jezus obudził mnie z letargu, którego doświadczałam. Świat zewnętrzny był dla mnie najważniejszy, a Boga traktowałam jako dodatek na moje pragnienia.  Obecnie Bóg został postawiony w mojej codzienności na pierwszym miejscu, w której stał się Bogiem żywym, z którym będę rozmawiać przez czytanie,  rozważanie i medytację Słowa Bożego, a także modląc się słowem „Jezus”, którego się tutaj nauczyłam. Dziękuję za te rekolekcje, które otworzyły okno na Żywego Boga, który mieszka we mnie.  Jest On Bogiem żywych , a nie umarłych. Ta myśl zaprowadziła mnie do tego, że ja żyję już teraz z Nim, bo mam Jego w swojej świątyni, którą dla niego przygotowuję przez zaproszenie gościa do mojego domu, w którym jestem ja sama.

Przebudzona córka Jezusa

Przyjeżdżając na rekolekcje  wierzyłam w to, że Pan Jezus da mi czas tylko dla Niego. Od poniedziałku do niedzieli  pędzę. Tak jak każda kobieta – praca, obowiązki domowe, nawet w niedzielę trzeba ugotować obiad.

A tutaj tylko On i ja. Nawet nie myślę co mam powiedzieć do moich przyjaciółek w pokoju, bo to pięknu czas Milczenia. Zrozumiałam, że milczenie ratuje nas od grzechu obgadywania, osądzania, złego mówienia o innych. Po prostu nie mówię, nie marnuję czasu na rozmowę, słuchanie, czytanie Jezusa.

Córka Jezusa

Pragnęłam, by Pan Bóg pozwolił mi spojrzeć na siebie Jego oczami. Chciałam zrozumieć moje łzy, moje zranione serce, moje pragnienia. Pragnęłam usłyszeć Jego głos – jak On mnie widzi. Jaka jestem dla Niego? Pytałam, bo wciąż potrzebuję potwierdzenia od ludzi, że jestem ważna że jestem potrzebna. Dlaczego nie wystarczała mi Jego miłość?  Nie wiedziałam …

Podczas zanurzenia przeszliśmy razem piękną drogę, trudną, ale piękną. Wszystko mi przypomniał. Kochany Jezus… Zaprosiłam Go do mojego serca, więc przyszedł. Padłam do Jego stóp. Wylałam morze łez. Przebaczył mi. Przyjął moje łzy, moje pocałunki. Powiedział, że bardzo Go umiłowałam. Tak właśnie jest.  Wybrałam Jezusa, Jego miłość.

Umiłowana i Miłująca

Podczas rekolekcji „Zanurzenie w Słowo” … Pan Bóg otworzył moje oczy i serce na wiele spraw. Przede wszystkim wpraszał się do mego domu, do mojego serca, mówiąc, że tam jest Jego miejsce. Powiedział, że widzi we mnie kobietę, zauważa mnie, przykuwam Jego uwagę, widzi we mnie piękno, którego ja nie widzę.

Ja czuję się ciągle niedoskonała, ciągle jestem z siebie niezadowolona, np. z wyglądu, siebie jako córki, matki, żony, mniej jako lekarki. Nie cieszę się, że jestem Jego dziełem. Jestem jak ten faryzeusz, który nie umie uronić łez z powodu swoich grzechów, przewinień. Jestem taka poprawna, taka OK. Uświadomiłam sobie również, że obawiam się bliższych kontaktów z ludźmi, którzy mnie ciągle zawodzą, ale z Bogiem, któremu może boję się tak do końca zaufać w codzienności, w prowadzeniu przez Niego, w podejmowaniu różnych (ważniejszych i mniej ważnych) życiowych decyzji. Ciągle liczę przede wszystkim na siebie. Ale na pytanie „kim On jest? …” mogę jednak odpowiedzieć, że jest dla mnie dobrym Ojcem, któremu zawierzam moich najbliższych zwłaszcza moje dzieci, ich przyszłość i zbawienie. Pan Bóg daje mi pokój w sercu.

Ta kobieta

Jezus zaprosił mnie na rekolekcje „Zanurzenie w Słowie”, aby naprawdę się zanurzyła całym sercem. Przyjeżdżając tutaj chciałam Go usłyszeć co ma mi do powiedzenia o mnie, o moim życiu. Czytając Ew Łk 7,36-50 odnalazłam siebie. Była jako kobieta grzesznica tak jak w tej ewangelii. Dużo zdań poruszało moje serce. Nie spodziewałam się, że tak wiele odczytam w Słowie Bożym to co się tyczy mnie. Najważniejsze słowa na koniec: „Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju”. Wiem, że ocalił mnie Jezus od grzesznego życia, nawróciłam się, dał mi szansę na nowe życie. Życie w czystości.

Podczas kontemplacjo odkryłam przy oddechu, że ja żyję. Poczułam wielką wdzięczność za to że Bóg dał mi życie, za to, że dalej podtrzymuje to życie we mnie. Czuję jak będzie mi to pomocne w trudach dnia codziennego.

Nawrócona grzesznica

Na „Zanurzenie w Słowo”  przyjechałam, tak mi się przynajmniej wydawało na zaproszenie Sióstr Jezusa Miłosiernego. Poniekąd tak było, ponieważ to s. Weronika wypowiedziała te słowa zaproszenia do mnie : „Zapraszam cię na zanurzenie w Słowo”. Teraz po tych dniach wiem, że zaprosił mnie Jezus. Posłużył się super świetną kobietą i dzięki temu mogłam dowiedzieć się prawdę o sobie.

Na początku nie było to łatwe, bo Jezus pokazał mi moje wady, grzechy. Nie było to ze złością ale miłością. Apotem dał mi do zrozumienia, że ja nie muszę być najlepsza, najfajniejsza  dla innych, ale dla siebie. „odpuszczone są twoje grzechy”.  Ja to naprawdę usłyszałam, nie tylko przeczytałam. Ja żyję naprawdę i Jezus mieszka we mnie, w moim domu. Pragnę tak żyć …

M.W.

W czasie rekolekcji Jezus pokazał mi czas mojego nawrócenia. Będąc katoliczką byłam jak faryzeusz, krytykowałam, widziałam wszystko u innych. Później pojawił się coraz większy grzech. Bóg wówczas dopuścił cierpienia, to była jedyna droga do Niego. Następnie gdy się Go chwyciłam to się zaczęłam za nim uganiać  jak rozkapryszone dziecko. Jezus na stadionie, Jezus na tej Mszy …  W końcu kiedy byłam w mojej parafii na adoracji chciałam iść na kolejną Mszę w innym kościele z modlitwą o uzdrowienie, to mi powiedział gdzie idziesz za 15 minut będzie tu Msza i Ja umrę za ciebie. Zostałam. Od tamtej pory kocham każde kazanie, każdą babciną zdrowaśkę, bo On jest i ofiaruje mi swoją miłość. Teraz doceniam tę ciszę, brak głośnej muzyki, pięknych śpiewów, bo naprawdę wtedy właśnie Go słyszę. Przecież ON JEST  NAJWAŻNIEJSZY i nie ma innego imienia, które zbawia.

Umiłowana

Przyjechałam tutaj zupełnie bez oczekiwań, w sumie chciałam pobyć po prostu w ciszy. Tak mało miałam ostatnio czasu dla siebie, w domu czeka Mąż i 3 letni synek. Bycie mamą, żoną pochłonęło mnie ostatnim czasem. To czego doświadczyłam w tym wyjątkowym miejscu jest trudne do opisania. Wylałam hektolitry łez. Dosłownie jakby ktoś odkręcił kran w moich oczach. Na szczęście była pyszna herbata, więc nie skończyło się odwodnieniem. Momentów olśnienia było bardzo dużo.

Najbardziej wzruszający był jednak czas niedzielnej kontemplacji. Nagle usłyszałam słowa. „dałem ci ten dom”. Już wczoraj podczas Medytacjo je usłyszałam, ale nie bardzo rozumiałam ich sens. Pomyślałam na początku. Tak dziękuję za zaproszenie. Ten  Dom Sióstr w Myśliborzu to cudowne miejsce. Faktycznie czuję się jak w domu. Będę tu przyjeżdżać. A po chwili znów usłyszałam „Ten Dom”. I wtedy zrozumiałam, że chodzi o moje serce, a tak naprawdę oto, że mam dom, moim domem jest Jezus, który mieszka ze mną, a ja z Nim i nigdy nie będę już sama. A samotna czułam się odkąd pamiętam.

Mój głód miłości był przeogromny. Gdy miałam 7 lat moja mama zmarła na raka. Rok później mój tata z powodu problemów finansowych i depresji odebrał sobie  życie. Od tej pory nie potrafiłam zaufać Bogu. Powtarzałam na modlitwie „Jezu, ufam Tobie!” Ale tak naprawdę to ja musiałam mieć kontrolę nad moim życiem. Ukończyłam 4 fakultety, znam 3 języki obce, wszystko po to, aby mieć poczucie bezpieczeństwa. Tak naprawdę złudne. Uwierzyłam, że dobre wykształcenie, to dobra praca, a dobra praca to dobre finanse = bezpieczeństwo.  Niestety żadne pieniądze, ani zawód, ani nawet mąż i dziecko nie dawały mi pokoju serca. Do dzisiaj gdy usłyszałam „Nie jesteś sierotą”, „Nie jesteś sama”, „Ja jestem”. Poczułam przytulenie ciepłej, puszystej kobiety, która usiadła obok. Uświadomiłam sobie, że Bóg jest też kobietą, jest moją mamą, za którą wciąż tęsknię. Dosłownie zalałam się łzami, tak jak kobieta z Ewangelii. Nie mogłam się uspokoić. Również przy śniadaniu.  I wtedy jedna z Sióstr dała mi paczkę chusteczek. W moim domu rodzinnym nigdy nie dostałam chusteczki, gdy płakałam, przeważnie było to dla innych obojętne. Bóg się o mnie zatroszczył najlepiej. Dziękuję.

Orchidea, 34 lata