Piątek XXXIV tygodnia okresu zwykłego | Wspomnienie obowiązkowe Świętych męczenników Andrzeja Dung-Lac i Towarzyszy
Jezus porywa serce moje w sam żar miłości... w czasie wieczornej adoracji. »
miłosierdzie snakturarium św Faustyna

Świadectwa

Świadectwa 6 marca 2015 wyświetleń: 1672

KURS NA SAMARYTANINA- GOSTYŃ- ŚWIADECTWA MŁODYCH

1.     Po raz pierwszy od 14 lat w czasie adoracji wzruszyłem się tak bardzo, że zacząłem płakać- gdy Pan Jezus- Tatuś nasz- wszedł do mojego serca, gdzie poczułem Jego obecność i odmienił moje życie. Jestem gotowy oddać wszystko Panu Bogu bo to Bóg oddał za mnie życie, by mnie zbawić, bo mnie kocha.

2.     Dziś chciałabym podziękować Bogu za wszystkie łaski, które otrzymałam od Niego podczas tego Kursu. Dziękuję za to, że jest obecny w sakramencie pokuty, za to, że grzechy mogę wyznawać bez oporu, zwracać się do Niego „Tatusiu” oraz za to, że każdego z osobna kocha nieskończoną miłością. Szczególnie trafiło do mnie to, że On nie chce byśmy się poniżali swoimi grzechami, nie rozpamiętywali ich po spowiedzi. Dziękuję też za Jego obecność podczas czytania Pisma Świętego. Jezus nie jest obecny tylko podczas naszych dobrych dni. On jest przy nas cały czas, gdy grzeszymy, gdy nie wierzymy w siebie. On jak dobry Samarytanin, choć często niezauważalny, towarzyszy nam i chce nam pomóc.

Dziękuję za to wszystko Tato!

3.     Rekolekcje wniosły do mojego życia bardzo dużo. Przed przyjazdem tutaj czułam strach przed wieloma rzeczami, dziwny niepokój, lęk i przede wszystkim czułam się zagubiona, odsunięta od Boga. W czasie adoracji płakałam jak dziecko, nie mogłam się powstrzymać, ale właśnie w ten sposób pozbyłam się strachu, lęku, problemów- poczułam, że oddałam wszystkie swoje troski i radości Bogu. Poczułam więź. Bardzo ważna była dla mnie także spowiedź- nie był to zwykły odklepany monolog, ale szczera rozmowa, która wiele wyjaśnia, umacnia. W czasie rekolekcji bardzo dotknęły mnie słowa sióstr odnośnie patrzenia na bliskich jak na drzewa. To doprowadziło do głębszych refleksji i czuję, że to taki znak, początek budowania, naprawiania relacji. Słowa, które każdy losowo otrzymał w czasie adoracji idealnie trafiły w moje życie, problemy, obawy. Wiele rozjaśniły i dały poczucie więzi i akceptacji. Rekolekcje dały mi ogromne poczucie bezpieczeństwa, miłości a także poczucie tego, że jestem potrzebna.

4.     Rekolekcje, w których uczestniczyłem bardzo pomogły mi w usłyszeniu tego co Tata chce mi powiedzieć. Podczas adoracji w głowie z początku siedziała mi myśl, że ja- chłopak o twardym charakterze, przeciągnięty przez życie, nie jest w stanie usłyszeć Ojca właśnie przez tę skorupę. Chwilę po tych myślach zacząłem się intensywnie modlić, otwierać się na łaski, pragnąłem spotkania. Czułem, że otwieram przed Bogiem moje serce. Otrzymałem dar łez i wpadłem w trans, który trudno mi wytłumaczyć. Było to dla mnie niesamowite przeżycie. Ponoć byliśmy na modlitwie ponad dwie godziny, a czułem się jakby minęło góra pół. Bardzo zainspirowało mnie zwracanie się do Boga jak do Ojca. Może dlatego, że nie mam dobrego kontaktu z rodzicami. Po rekolekcjach jestem na totalnie innym poziomie modlitwy, ponieważ czuję, że jest ona wygodna, pełna miłości. Kolejnym ważnym elementem dla mnie była spowiedź, którą nareszcie zrozumiałem. Ksiądz, który chciał mi pomóc, dzięki któremu na nowo uwierzyłem w Kościół, ponieważ wcześniej nabrałem negatywnych przekonań odnośnie Kościoła- zacząłem go powoli traktować jako instytucję. Czuję, że ten czas był dla mnie bardzo owocny i zamierzam powtarzać takie spotkania.

5. Przyjechałam tutaj z bałaganem w sercu, w życiu ogólnie. Kiedy za dużo śmieci zamiecie się pod dywan, przy najbliższym nadepnięciu na tą kupkę wszystko wypryśnie i zakurzy się cały pokój. Nie wiedziałam czy chcę tu przyjeżdżać, bałam się, coś mnie powstrzymywało. Zmusiłam samą siebie, bo choć wiem, że Jezus  będzie na mnie czekać zawsze, ja nie będę żyć wiecznie. Najważniejsze jest to, aby po prostu otworzyć umysł, posłuchać to wszystko. Całe rekolekcje, ta cała oprawa, każda godzina coś otwierały.  Mnóstwo ran zostało posypanych solą, niektóre miejsca trochę się przypaliły, bolało. Ale Słowo Boże, obecność rówieśników, prowadzący i sam Duch Święty powoli rozwiewały ten cały kurz. Wiele rzeczy stało się jasnych, czytelnych i … prostych. Było trudno, bo nie chce się wierzyć, że Jezus może uchylić się nad takim grzesznikiem- a co dopiero podać mu dłoń i podnieść go. Dziękuję za to, że mogłam to wszystko przeżyć. Miłość Boga, która tak nas przerasta i zupełnie odbiega od naszych wyobrażeń o miłości totalnie mnie przygniotła, zbiła z tropu, zmusiła do przemyśleń i zmieniła moje myśli. Dziękuję.

6. Rekolekcje  dużo mi dały- że w centrum jest drugi człowiek. Powinnam pomagać innym, którzy o coś proszą. Bóg mnie kocha takim jakim jestem człowiekiem- nie muszę być idealna. Bóg mnie umiłował, ja też powinnam miłować swoich bliźnich. Rekolekcje dużo mi dały. Myślę, że po rekolekcjach zmienię swoje życie na lepsze i bardziej po Bożemu a nie jak świat chce.

7.    Rekolekcje na Świętej Górze były dla mnie wielkim przeżyciem. Podczas adoracji Pan Jezus dotknął mego serca, odkrył moje zranienia i uleczył je podczas spowiedzi świętej. Deszcz łez oczyścił moje serce, czułam się jak nowo narodzona. Kolejny raz obrałam Pana Jezusa jako Pana mego życia. On wyciąga, ratuje mnie spod tych wszystkich ciężarów- trzeba ( i aż – bo to jest trudne) otworzyć swoje serce. On wtedy wejdzie i cię uzdrowi. Życie z Jezusem jest łatwiejsze. Uwielbiając Boga podczas adoracji czułam Jego obecność. Natalia, lat 19

8.  Poruszyły mnie słowa: „Weźmijcie Ducha Świętego”. Zwyczajne zdanie, które tak naprawdę nie jest zwykłe. Jest przepełnione miłością naszego Ojca. Miłością, która nie żąda nic dla siebie. Gorliwie modliłam się o dary Ducha Świętego, o wewnętrzny spokój i pewność, że Bóg jest blisko, że nasz Tatuś jest obok. Jednak mój Mistrz miał inny plan. Zesłał mi płacz. Najpierw przepełniał go żal. Pytałam: „Tylko tyle Panie? Inni mówią o Twojej miłości a mi dałeś potok łez?” Potem jednak płacz zaczął mnie oczyszczać, stopniowo topić głaz, który nadal przeradza się w serce. Otoczyli mnie ludzie, którzy tak jak ja czekali na przyjście Pana. Mimo, że nie było mi łatwo zobaczyć Boga w moim życiu zrozumiałam, że On mnie nie zostawi. Obiecał, że pomoże każdemu z nas. Jagna, 15 lat

9.  Na rekolekcje przyjechałam jako człowiek zagubiony. Teraz, po 4 dniach Kursu na Samarytanina, znów odnalazłam swą drogę. Jest to droga z Jezusem. Najbardziej dotknęła mnie wieczorna adoracja w ciszy. Poczułam na niej ogromne uwolnienie. Spadły ze mnie wszystkie problemy, z którymi przyjechałam na Świętą Górę, które sprawiały, że czułam się zagubiona. Łzy płynęły po policzkach a ja rozmawiając z Tatusiem poczułam się wolna. Dodatkowo dotknęły mnie jeszcze spotkania w grupach i późniejsza prezentacja ich owoców. Poczułam dzięki nim siłę prawdziwej wspólnoty. Zrozumiałam, że każdy z nas jest równy, że mamy jednego Ducha. Były łzy szczęścia i wzruszenia, była zabawa oraz rozmyślania. To sprawiło, że stworzyliśmy niesamowity klimat rekolekcji, które zapamiętam na bardzo długo, a owoce adoracji pozwolą mi już jako człowiekowi wolnemu iść przez życie z Chrystusem.  Michalina

10.    Rekolekcje uświadomiły mi, że Bóg jest blisko jeśli tylko poświęcimy Mu czas. Wśród ludzi panowało niezwykłe poruszenie, wrażliwość, do wielu Pan Bóg przemówił przez  słowa Pisma Świętego. I naprawdę dotknął ich serca. To nie były tanie wzruszenia. Oni i ja „wzruszali się głęboko”. Chcemy więc wracając do domów żyć modlitwą i Pismem Świętym i trwać w tym poruszeniu. Może udzieli się to innym… Jurek

11.      Przychodząc na rekolekcje nie wiedziałam jaki cel chcę osiągnąć. Największe emocje wzbudziła we mnie adoracja w dniu drugim. Rozmyślałam wtedy na temat mojego dalszego życia. Na chwilę obecną nie mam sprecyzowanych planów, jednak wiem, że pragnę abym podczas moich ostatnich dni mogła stwierdzić, że moje życie było dobre, przeżyte we właściwy sposób. Chcę być z niego dumna. Przemyślałam również swoje dotychczasowe postępowanie. Chcę stawać się lepszym człowiekiem, dobrym dla innych. Ważne jest dla mnie to, żeby nie ranić swoich najbliższych. Dzięki rekolekcjom spojrzałam nieco inaczej na swoją osobę. Sądzę, że bardziej siebie zaakceptowałam. Zrozumiałam, że każdy ma wady, słabości i nikt nie jest idealny. Tylko akceptując samego siebie możemy być naprawdę szczęśliwi.

12.      Te rekolekcje dały mi bardzo dużo ponieważ dodały mi otuchy i odwagi do pogłębienia mojej wiary w Boga. Nigdzie i nigdy jeszcze nie mogłam się tak skupić na modlitwie i czytaniu Słowa Bożego. Przyjechałam tutaj, aby pogłębić swoją wiarę. Nie chodziłam często na Msze Święte, opuszczałam je bo mi się tak po prostu nie chciało, ale dużo zrozumiałam i dlatego jestem tutaj, żeby to wszystko zmienić. Będę tutaj przyjeżdżać, aby pogłębiać wiarę i dowiedzieć się jeszcze więcej o Bogu. Julia

13.      Rekolekcje w Gostyniu były dla mnie czasem kiedy mogłam odwiedzać Tatusia, pogłębiać naszą relację i po prostu z Nim być. Jednak nie zawsze miałam dobry humor. Czasem zdarzały się chwile, gdy nie miałam ochoty iść nawet do kaplicy.  Odczuwałam pewnego rodzaju złość, gniew- może nawet na samego Boga. Na adoracjach nie zawsze mogłam się skupić. Jednak, gdy przychodziły momenty śpiewania zwykłych piosenek potrafiłam się wzruszyć nawet jakimś jednym słowem czy wersetem. W pieśni „Niechaj zstąpi Duch Twój” zdałam sobie sprawę z pięknych słów: „Chwała Temu, który pierwszy umiłował mnie”. Zamiast łez wzruszenia często przychodziła radość. Długo nie mogłam zrozumieć dlaczego nachodziło mnie to uczucie pustki. Jednak Pan próbował mi to delikatnie wyjaśniać i podczas konferencji sióstr czasem wyłapywałam to, że czasem musi być niedobrze (bo gdyby cały czas było dobrze to by było niedobrze). Czasem musimy odczuwać chwile słabości, aby później umieć cieszyć się ze szczęścia darowanego nam przez Jezusa. Słyszałam kiedyś, że gdyby aniołowie potrafiliby zazdrościć to zazdrościliby ludziom cierpienia. Bo im większe przeszkody pokonuje się w swoim życiu tym większe otrzymuje się później szczęście. Uważam, że na pewno nie był to czas stracony. Weronika

14.      Te rekolekcje sprawiły, że zbliżyłam się do Boga poprzez czytanie Słowa Bożego i adoracje. Zaczęłam z innej perspektywy patrzeć na Kościół i spowiedź. Zrozumiałam, że tak naprawdę staję przed Bogiem i nie muszę wstydzić się księdza. Modlić się można nie tylko za pomocą słów, ale także śpiewu. Bóg jest zawsze przy nas, jest takim Samarytaninem. Nie patrzy się na ludzi jak na drzewa i każdy jest naszym bliźnim.

15.      Rekolekcje te dały mi dużo do zrozumienia. Np. że trzeba szanować bliźniego. Najbardziej podobała mi się spowiedź święta oraz adoracja- po prostu inaczej to przeżywałam niż u mnie w parafii. Chciałabym otworzyć się przed ludźmi i żebym była bardziej otwarta na Boga, żebym nie słuchała bredni na Jego temat. Modlic się można nie tylko poprzez słowa, ale przez śpiew- co też mnie zdziwiło ponieważ jest to tylko piosenka.

16.      Mimo, że na początku Kursu wydawało mi się, że „co ja tu robię?” i że nie wiem czy ten Kurs jest dla mnie, teraz wiem, że dał mi on nieskończenie wiele. Bóg przyszedł w lekkim powiewie. Dotknął mojego serce. Otworzył je na innych. Osobista relacja z Bogiem w Trójcy Jedynym jako Ojcem- TATUSIEM, otworzyła mnie na innych, dała wiele pewności siebie. Prawdopodobnie dlatego, że nie miałam prawdziwej relacji ze swoim tatą, relacja z TATĄ- BOGIEM, uzupełniła jakieś moje braki z dzieciństwa, dała mnóstwo siły, radości i podpory duchowej.  Praca w grupach z przypadkowo spotkanymi (wydawałoby się ) ludźmi okazała się prawdziwym spotkaniem z bliźnim i ubogaciła mnie duchowo. Myślę, że wyjazd z rekolekcji nie zakończy ich działania; nie zakończy działania Boga we mnie. Mój TATA- BÓG mnie tu zmienił i pokazał we mnie prawdziwą siebie- taką jaką ON widzi.           „A”

17.      Ja przyjechałam tu z nadzieją, że zrozumiem kilka rzeczy bo nie byłam pewna swojej wiary a Kościół traktowałam raczej jako instytucję. W mojej parafii msze są prowadzone w sposób nużący a ks. Paweł pokazał mi jakie fajne to może być przeżycie, był bardzo zaangażowany i przekonał mnie, że nie wszyscy księża są tacy jak Ci pokazywani w telewizji. Ponadto zaczęłam bardziej wierzyć w siebie. Po adoracji czułam takie coś jak bym odzyskała wolność. Bardzo spodobały mi się modlitwy w formie piosenek bo bardziej do mnie trafiają. Cieszę się, że tu przyjechałam.   „M”

18.      Przez ostatnie dwa miesiące moje życie przewróciło się o 180°. To właśnie dwa miesiące temu odszedł cudowny człowiek, który był bardzo blisko mojego serca- tata. Zmarł nagle, gwałtownie, bez przygotowania- nikt z członków naszej rodziny nie był na to gotowy. Jedynym szczęściem mogłabym nazwać chwilę, tą ostatnią, w której byliśmy razem. Mogłam się pożegnać, przytulić, ucałować to ukochane czoło. Świadomość tego, że traci się osobę, która wypełniała w pewien sposób każdy dzień była przytłaczająca. Pierwsze dni, tygodnie bez niego były czymś strasznym, bolesnym. W drugim miesiącu po śmierci zaczęła „sypać się” moja wiara w Boga. Zaczęłam wątpić w Jego istnienie obecność i miłosierdzie. Jak mogłabym kochać Kogoś kto zabrał mi mojego tatusia? Za co mam dziękować? O co prosić? – jeśli życie przestało mieć dla mnie sens. Przestałam wierzyć w Kogoś,  kto był dla mnie najważniejszy, najlepszy, najukochańszy. „Gdzie tu sprawiedliwość?”- myślałam. Moja codzienność była ponura, smutna, zła. Brak chęci do robienia czegokolwiek sprawił, że moja codzienna modlitwa stała się rutyną, czymś odklepanym, niemającym znaczenia. Przyjechałam na te rekolekcje żeby poznać Boga na nowo, pojąć jaki ma dla mnie cel. Co chce żebym robiła? Pierwszy dzień był krótki, ale dość intensywny. Ludzie byli radośni, cieszyli się a ja im zazdrościłam tego, że mogą i chcą się śmiać, a ja tylko „smutam” i płaczę. Przez kolejne dni tak bardzo pragnęłam Bożej miłości, żeby wlał choć odrobinę do mojego serca- wszystko na nic. Rozmawiałam z księdzem na temat tego co się dzieje wokół mnie- udzielił mi kilku „wskazówek”, które trudno mi pojąć i wcielić w życie- trzeba czasu. Rozmawiałam również z cudowną dziewczyną z pokoju „20”. Żaliłam się, płakałam, chciałam żeby powiedziała mi coś kojącego. Ona uśmiechnęła się w pewnym momencie i stwierdziła, że jestem szczęściarą bo mam dwóch Tatusiów w niebie

Momentem przełomowym był przedostatni dzień- spowiedź święta i adoracja. Buntowałam się, nie chciałam iść. Jednak w sercu poczułam ogromne pragnienie oczyszczenia i poszłam. To była piękna chwila. Przez moment mogłam POCZUĆ POKÓJ, KOJĄCY POKÓJ. Fala łez podczas adoracji oczyszczała mnie, wtedy poczułam… Poczułam moc Boga, Jego miłość. Wreszcie. Coś na co czekałam tak długo. Czułam to przez chwilę, ale nie wymagam więcej. Cieszę się, że mogłam spotkać wielu ludzi, w których widziałam Pana. Jeszcze nie pogodziłam się z tym wszystkim. Jeszcze nie uwierzyłam, ale staram się. Potrzebuję czasu. Potrzebuję miłości. Muszę uwierzyć w lepsze jutro. Przecież z góry patrzy na mnie DWÓCH TATUSIÓW! Ola

19.      Rekolekcje stały się dla mnie przede wszystkim formą umocnienia w swojej wierze. Bóg odnowił we mnie łaskę swojego miłosierdzia objawiającej się przede wszystkim w sakramencie spowiedzi. Dostrzegłem Go jako realnego Boga działającego w moim sercu, któremu warto podporządkować swoje życie, którym w końcu nas obdarzył. To poczucie czystości serca i co za tym idzie bliskiej więzi z Nim staje się dla mnie natchnieniem do głoszenia całym sobą o Jego niewyczerpanym miłosierdziu. Tylko On jako idealny, miłosierny Samarytanin jest w stanie wprowadzić w moje życie pokój i doprowadzić mnie do celu jakim jest życie wieczne.

20.                       Bóg działa przeróżnymi sposobami, kieruje nas na przedziwne ścieżki. Na tych rekolekcjach przemówił do mnie poprzez swoje Słowo. Dopiero teraz pozwolił mi zrozumieć pewne kwestie, które „poruszał” już od roku. Daje mi to spokój ducha i uczy cierpliwości. Teraz wiem tak naprawdę, że do pewnych kwestii trzeba dojrzeć. I nie mam w sobie smutku, żalu, niepokoju. Mam pełen spokój, opanowanie i przekonanie, że cierpliwość się opłaca. „Przychodzisz Panie mimo drzwi zamkniętych, Jezu zmartwychwstały ze śladami męki. Ty jesteś z nami, poślij do nas Ducha. Panie nasz i Boże uzdrów nasze życie”. Chcę radować się za każdym razem, kiedy Go zobaczę. Chcę radować się Jego obecnością i wiem, że On też bardzo tego chce. Pan próbuje także nauczyć mnie rozmawiać z najważniejszymi ludźmi w moim życiu, próbuje wyprowadzić mnie z mojego zamkniętego pomieszczenia. Mam nadzieję, że Mu się to uda. Wierzę bo wiara czyni cuda. Tato. Tatusiu. Chwała Panu!

21.                       Dziwne… Kiedy już zapisałam się na rekolekcje zaczęłam zastanawiać się o co chcę prosić Pana w tym szczególnym czasie. W końcu nadszedł poniedziałek. Dzień, w którym wszystko miało się zacząć. Dzień, w którym mogłam ponownie doświadczyć Miłości TATUSIA! Idąc do klasztoru miałam zupełnie inną intencję w serduchu. Chciałam prosić, by pomiędzy mną a moim przyjacielem się układało. Wiecie… różne charaktery, poglądy, znajomości. To wszystko sprawia, że dosyć często się kłócimy. Nie chciałam, by dalej tak to wyglądało dlatego postanowiłam powierzyć to Ojcu. eKiedy na wieczornej konferencji siostra nawiązała do ludzkiej obojętności zrozumiałam, ze tutaj coś nie gra. Wszystko potwierdziło się wraz z następnymi spotkaniami. Na jednym z nich, gdy przerabialiśmy Ewangelię o człowieku, który został napadnięty i pobity była mowa o ludzkich ranach, o ranach, które krwawią. Było to potwierdzeniem co w moim serduchu nie gra. Osoba, która była (w sumie nadal jest) dla mnie ważna zraniła mnie i zostawiła. Ciężko było pozbierać się po utracie bliskiej osoby. Pomimo czasu jaki minął od tego zdarzenia każda myśl przywołuje ból i łzy. Myślę, że to jest TA krwawiąca rana. Już od pierwszej modlitwy, pomimo innej intencji rekolekcyjnej, gdzieś przez myśl przebiegło: „Proś o uzdrowienie tej rany”. I w sumie od tego momentu prośba ta stała się dla mnie ważna. Myślę, że Jezus doskonale wiedział co mnie boli. Chciał pokazać, że ze zranionym sercem nie da się w pełni pokochać drugiego człowieka. Ta pierwsza intencja z pewnością podobała się Bogu jednak chciał mojego uzdrowienia. Może nie chciał bym swoimi ranami raniła kolejną bliską mi osobę. Tatuś wie czego potrzebujesz. Wystarczy tylko, że otworzysz drzwi swojego serca a On na pewno z radością ci pomoże. Grubcio

22.                       Znalazłam się na tych rekolekcjach 2 raz. Głównym moim celem było odnowienie mojej wiary w to, że Bóg nie jest gdzieś daleko, ale tutaj, z nami i dla nas. Także ciekawym doświadczeniem było mówienie do Boga po prostu „Tatusiu” co pomogło mi uświadomić sobie, że TATUŚ NIE JEST WŁADCĄ ZIMNYM I BEZDUSZNYM, ALE KOCHAJĄCYM, GDYŻ WŁAŚNIE OD NIEGO POCHODZI CAŁĄ MIŁOŚĆ TEGO ŚWIATA.  Każde rekolekcje przynoszą nowe doświadczenia, emocje, wnioski. Myślę, że każdy powinien zjawić się tu i sam to przeżyć.

Tatusiu nasz, któryś jest w niebie

Święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje

Bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi

Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj

I odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom

I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Amen

Myślę, że każdy uczestnik „Kursu na Samarytanina” przeżywał tu coś innego- od chwili wzruszenia do radości, gdyż nasz Tata jest miłosierny. (…)

23.      Podczas rekolekcji trwających 3-4 dni dowiedziałam się wielu rzeczy o sobie i o innych. Wielu rzeczy się nie spodziewałam. W sumie kluczowym momentem, w którym czułam się najbliżej z Panem to była noc w kaplicy w ostatni wieczór. (…) Ukojenie znalazłam w ciszy, rozmawiając z Panem, gdzie nikt mnie nie rozpraszał i było wszystko dobrze. Wydaje mi się, że stałam się odważniejsza, bardziej pewna siebie i gotowa do poznania Boga lepiej.             M.Z.

24.     To były moje kolejne filipińskie rekolekcje, kolejne- jednak inne i wyjątkowe bo uczyliśmy się jak stać się miłosiernym Samarytaninem. Ta biblijna historia w ostatnim czasie stała mi się bliska. Straciłam bliską mi osobę, która większość życia była „letnia”, obojętna wobec Boga. Jezus miłosierny Samarytanin wyciągnął do niej dłoń. Przed śmiercią pojednała się z Ojcem, Tatą i przyjęła sakramenty. Dzięki tym dniom jeszcze bardziej upewniłam się, że Jezus jest naszym Tatusiem, wyciąga nas z największego bagna, leczy ciało i duszę. Jedynym warunkiem jest moje przyzwolenie a On zacznie działać. Dla Niego nie musimy być idealni- „Taki jaki jesteś, jesteś fajny. Nie musisz być idealny!” Wie, że jesteśmy niedoskonali, grzeszni. Jednak ja czuję się przez Niego kochana i patrząc w lustro mogę powiedzieć, że patrzę na oblicze osoby, którą Bóg ukochał najbardziej.     A

25.      W Kursie na Samarytanina najbardziej ujęła mnie rozmowa z Jezusem przy pomocy skrutacji. Był to szczególny moment słuchania słów Pana, co On chce mi powiedzieć. W rozważanych fragmentach Pan dał mi poznać jak bardzo mnie kocha i zawsze jest przy mnie i walczy o mnie nieprzerwanie, szczególnie w chwilach kiedy jestem w ciemności. Kolejnym ważnym elementem była adoracja Pana Jezusa oraz modlitwa uwielbienia, która zawsze pomaga mi przełamywać lęk i wstyd i łamie wszystkie schematy. W czasie modlitwy uwielbienia Pan naprawdę daje poznać swoją obecność i daje mi łaskę odważnego chwalenia i dziękowania Mu za wielką radość bycia Jego ukochanym dzieckiem. Tatusiu bardzo Cię kocham! Chwała Panu!!!

26.      Kiedy byłam na FDM-ach pół roku temu działo się naprawdę wiele: modlitwa wstawiennicza, adoracja, spowiedź (pierwsza prawdziwa). Jadąc na te rekolekcje spodziewałam się tego samego, może nawet z jeszcze większymi fajerwerkami. Wyobraźcie więc sobie jak bardzo się na początku zawiodłam. Na początku. Potem przyszła spowiedź, prawie, że generalna. Jeszcze później skrutacja i uwielbienie. Wtedy właśnie mój pogląd się zmienił. W Piśmie spotkałam tyle wzmianek o pokoju podczas adoracji czułam ewidentnie, że rozlewa się on po mojej duszy i ciele. Zrozumiałam, a raczej Tata dał mi do zrozumienia, że o ile w wakacje upewnił mnie o swym istnieniu, o Miłości, której nie potrafię  nawet wyobrazić to teraz pokazywał (i pokazuje), że wciąż mnie kocha, że się o mnie troszczy. Obdarował mnie pełnią szczęścia, rozwiał wątpliwości, przytulił, utulił i pocałował. Ten pokój jest czymś wspaniałym, sprawia, że moje serce aż rozpiera radość  i miłość Burza minęła a teraz pada deszcz, deszczyk Miłosierdzia.

27.     Po ostatnich rekolekcjach oczekiwałam wielkich rzeczy, przeżyć i tak dalej. Podczas adoracji nie poczułam kompletnie nic. (…) Siedziałam w kaplicy i czułam się jakbym była nie na miejscu. To trochę odbiło się na początku skrutacji. Bałam się, że nie wybiorę żadnej ścieżki. Doszłam do fragmentu ze ścieżki nr 3, który czułam, że jest zaadresowany do mnie. Może  z moją sytuacją nie miał tak wiele wspólnego, ale po przeczytaniu go czułam ulgę.

28.     Pisarzem nie jestem, poematu nie napiszę, ale powiem jedno: JEZUS JEST MOIM (najlepszym) PRZYJACIELEM! Niezależnie od tego co czuję, robię, jakie mam problemy ON zawsze jest przy mnie, gotowy do pomocy… Zawsze, ale to zawsze mnie kocha. Ma dla mojego życia opracowany doskonały plan, którym ja chcę kroczyć. Nie będzie to łatwa i przyjemna droga, ale z Nim pójdę wszędzie, gdziekolwiek mnie pośle. Ani troszkę nie żałuję tego, że przybyłam na „Kurs na Samarytanina” bo był to czas przebywania i doświadczania Jego miłości, obecności… Czas, w którym mogliśmy razem z Jezusem przetrwać i wpadać w swoje objęcia. Chwała Panu! Agniesia

29.      Przyjechałem tu z prośbą do nawrócenia i nie zawiodłem się. Przyjechałem tu całkowicie sam, ale już po pierwszym spotkaniu doznałem dobroci i miłości wszystkich tu obecnych. Kurs na Samarytanina był wspaniałym doznaniem. Polecam każdemu.

30.     Tegoroczne rekolekcje wywołały u mnie wiele emocji. Jestem za to bardzo wdzięczna. Podczas czytania Pisma doznałam łaski Pana, w której poczułam się jak mała dziewczynka, która pierwszy raz słyszy o Bogu, choć nie jest dla mnie nieznajomy.

31.     Dla mnie każdy dzień trwania rekolekcji był piękny. Najwspanialsza była adoracja (…). Podczas niej poczułam jak wszystkie emocje się zebrały, ale nie tak jak zwykle z około miesiąca, to było coś większego, jakby emocje z całego życia, a po tym poczułam pustkę. Wszystko zostało wylane: zaczęłam się uśmiechać. Poczułam, że zaczynam nowy rozdział, ten lepszy.

32.                       Rekolekcje dały mi dużo siły. Czuję się jak małe dziecko, które po dużej kłótni, przeskrobaniu czegoś  wróciło do Taty i go przeprosiło. Tak samo ja powróciłam do Taty, „usiadłam Mu na kolanach” i powiedziałam szczerze, prosto z serca „kocham Cię Tatusiu”, a On dał mi bardzo, bardzo dużo miłości. Przede wszystkim pomógł mi w moich problemach, które mam sercu, rozwiązał je i dał mi „nowy napęd” do działania.

33.                       Podczas krótkiego (niestety) pobytu na rekolekcjach uderzył mnie fakt jak dużo mówi do nas Bóg posługując się Pismem. Nie zdawałem sobie z tego sprawy. Skrutacja była dla mnie szczególnym momentem PRZYJACIELSKIEJ, ale jakże BOSKIEJ rozmowy z Jezusem.

34.                       Pierwszy raz uczestniczyłam tutaj w rekolekcjach i na pewno nie ostatni. Miałam, w sumie nadal mam, problem z zaufaniem Jezusowi. Nie czułam Jego miłości. Tutaj się to zmieniło. Nie mówię, że czuję ją cały czas, bo tak nie jest, ale zdarzyły się momenty, w których naprawdę czułam Jego obecność. Podczas wtorkowej adoracji prosiłam, abym właśnie poczuła Jego miłość, to, że w tym opłatku jest Jezus. (…) W środę byłam rano u spowiedzi, tak naprawdę pierwszej, która mnie tak poruszyła. (…) Dzisiejszą noc spędziłam w kaplicy w gronie tak naprawdę obcych mi ludzi, którzy się przede mną otwierali. Ciężko doświadczyło ich życie, a towarzyszyła im głęboka wiara, której mi brak. Nie mam w życiu trudności. Żyję w kochającej rodzinie. Niczego mi nie brak, więc to ja powinnam czuć niesamowitą wdzięczność Bogu, tymczasem to właśnie Jego mi brakuje. Mam nadzieję, że ten czas zaowocuje. Wiem, że nic nie zmieni się „od tak”, ale trzeba na to czasu. Za wszystko chwała Panu!

35.                        Przed rekolekcjami ciężko było mi się otworzyć przed Bogiem. (…) Na adoracji modliłam się, czekałam na to aż Pan Bóg do mnie przyjdzie i pomoże mi odpowiedzieć na te pytania. Doczekałam się. Uświadomiłam sobie, że mimo tego wszystkiego co się dzieje, że mimo tego jak postępuję On zawsze jest ze mną i mnie kocha. Drugą rzeczą, która pomogła mi się otworzyć na Boga była skrutacja. Nigdy wcześniej nie przeżyłam czegoś takiego. Najbardziej zainteresowałam się Janem. Każde jego słowo łatwo do mnie trafiało. Podczas tej skrutacji otrzymałam poniektóre odpowiedzi na pytania, które nurtowały mnie kilka lat. Podczas adoracji poczułam obecność Jezusa Chrystusa.

36.                       Za każdym razem, gdy Ojciec rozwala mi system, moje oprogramowanie się aktualizuje, usuwane są wirusy, czyszczona jest płyta główna. Bóg Ojciec jest najlepszym informatykiem. Chwała Panu za moją grupę, to naprawdę cudowne dzieciaczki.     M

37.                        Podczas Kursu na Samarytanina starałam się doświadczyć miłości Boga i mojego już nieżyjącego Taty. W moim życiu przez ostatnie czasy nałożyło się wiele problemów na moje 16-letnie barki. Przez to wszystko czułam się źle i odczuwałam pustkę. (…) Kiedy siostra zostawiła mnie samą w kaplicy ja na głos rozmawiałam z moim Tatą o tym co czuję płacząc przy tym cały czas. Gdy wypowiedziałam już wszystkie uczucia pocałowałam serce Jezusa na obrazie i poprosiłam Go, by przemienił moje życie.   Wika

aktualizowano: 2015-03-23
Wszystkich rekordów:

Zgromadzenie Sióstr Jezusa Miłosiernego

Boh. Warszawy 77, 74-300 Myślibórz,
tel. +48.957473450
2017 © Wszelkie Prawa Zastrzeżone

Wsparcie sanktuarium

PKO BP Myslibórz: 23 1020 1954 0000 7102 0056 2538

Wpłaty z zagranicy:
PKO BP Myślibórz 23 1020 1954 0000 7102 0056 2538
SWIFT: BPKO PL PW IBAN: 73 10201954 12024017013

Koła koronkowe

projektowanie, design, stron www szczecin, design,branding, projektowanie logo, aplikacje mobilne