Poniedziałek XXX tygodnia okresu zwykłego | Wspomnienie dowolne Św. Jana Kapistrana
Jezus porywa serce moje w sam żar miłości... w czasie wieczornej adoracji. »
miłosierdzie snakturarium św Faustyna

Historia zgromadzenia

Historia zgromadzenia 5 kwietnia 2014 wyświetleń: 8442

ZGROMADZENIE SIÓSTR JEZUSA MIŁOSIERNEGO (FAUSTYNKI)

Powstało na wyraźne polecenie Pana Jezusa Miłosiernego
przekazane Św. Faustynie Kowalskiej:

"Pragnę, aby zgromadzenie takie było." (Dz. 437)
"Będziesz przez modlitwę pośredniczyć między ziemią a niebem" (Dz. 438)

Powołanie Zgromadzenia

9 czerwca 1935 r. w dzienniczku duchowym wielka mistyczka obecnych czasów św. Faustyna Kowalska napisała: "Wieczorem... usłyszałam te słowa: 'Będziesz wypraszać z towarzyszkami swymi miłosierdzie dla siebie i świata'. Zrozumiałam, że nie będę w Zgromadzeniu, w którym obecnie jestem" (Dz. 435).

Duch Święty Dawca charyzmatów nieustannie odmładza Kościół - tym razem wzbudził nowe dzieło, mające ogarnąć świat. W Uroczystość Zesłania Ducha Świętego Bóg stawia przed s. Faustyną zadanie jakby ponad Jej siły: "Jezu, przecież Ty najlepiej wiesz czym jestem i zaczęłam niemoce swoje wyliczać przed Bogiem i zasłaniałam się nimi, aby wymawianie moje uznał, że jestem niezdolna do spełnienia zamiarów Jego. Wtem usłyszałam te słowa: 'Nie lękaj się, ja sam uzupełnię wszystko, czego tobie nie dostawa'" (Dz.435). To delikatne tchnienie Ducha, którego Święta doświadczyła, będzie przybierało z każdym dniem na sile. Już 29. czerwca tegoż roku s. Faustyna usłyszała słowa Jezusa: "Pragnę, aby zgromadzenie takie było" (Dz. 437). Miało to miejsce w Wilnie w czasie jednej z rozmów duchowych, jakie przeprowadzała ze swym spowiednikiem, ks. M. Sopoćką. S. Faustyna była przekonana, że Jezus mówi do niej nie tylko bezpośrednio, ale także posługuje się ludźmi. Ze szczególną wiarą przyjmowała słowa spowiednika. W tym przypadku Pan Jezus wyraźnie posłużył się jego osobą. Zapisała: "kapłan ten jest kierowany przez Ducha Bożego, przeniknął tajemnicę duszy mojej i najskrytsze tajemnice, które były między mną i Bogiem, o których mu jeszcze nigdy nie mówiłam, a to dlatego nie mówiłam, że ich sama dobrze nie rozumiałam i nie nakazał mi Pan wyraźnie, abym to powiedziała. Tajemnica ta jest taka, że Bóg żąda, aby było zgromadzenie takie, aby głosiło Miłosierdzie Boga światu i wypraszało je dla świata. Kiedy mnie zapytał ten kapłan, czy nie miałam takich natchnień, odpowiedziałam, że wyraźnych nakazów to nie miałam, jednak w jednej chwili przenikało jakieś światło do duszy mojej i przyszło mi zrozumienie, że Pan mówi przez niego" (Dz. 436).

Następnego dnia (30 IV) podczas Mszy św. miała wizję Jezusa, który zażądał, "aby było zgromadzenie to jak najprędzej założone i ty w nim żyć będziesz z towarzyszkami swymi. Duch Mój będzie regułą życia waszego. Życie wasze ma być na mnie wzorowane, od żłóbka, aż do skonania na krzyżu. Wniknij w tajemnice Moje i poznasz przepaść miłosierdzia Mojego ku stworzeniom i niezgłębioną dobroć Moją - i tę dasz poznać światu. Będziesz przez modlitwę pośredniczyć między ziemią a niebem" (Dz. 438). 

ZAŁOŻYCIELE- św. s. Faustyna  i bł. ks. Michał Sopoćko

Wewnętrzne przeżycia Faustyny co do sposobu zrealizowania żądań Pana Jezusa oscylowały między uczuciem bezradności i niewiedzy. To wewnętrzne rozdarcie było jej ogromnym cierpieniem aż do samej śmierci. Nie wiedziała, czy opuścić zgromadzenie, czy pozostać, już zacząć działać, czy zaczekać (Faustyna miała pewność, ze zgromadzenie powstanie. Wahania jej dotyczyły tylko sposobu realizacji tego dzieła - por. Dz. 895, 897, 981, 1075, 1142, 1238, 1408,1531, 1618, 1688 i inne). Szukała światła u tych, którzy jej "zastępowali" Boga: u przełożonych i spowiedników. Pod nieobecność spowiednika zwyczajnego (ks. M. Sopoćki) spowiadała się u ks. arcybiskupa Romualda Jałbrzykowskiego. Przedstawiła mu żądanie Jezusa i swoją gotowość opuszczenia zgromadzenia. Ponownie zwróciła się do niego w tej sprawie 8 stycznia 1936 r. Wtedy już prosiła o pozwolenie na realizację żądań Jezusa, otrzymała jednak odpowiedź: "A co się tyczy tego zgromadzenia, to niech siostra trochę zaczeka, niech się wszystko trochę pomyślniej ułoży; rzecz ta sama w sobie dobra jest, ale nie trzeba się spieszyć; jeżeli to jest wolą Bożą, to czy trochę wcześniej, czy trochę później to będzie. Dlaczegóżby nie miało być, przecież tyle jest różnych zgromadzeń, to i to będzie, jeżeli Bóg tak żąda" (Dz. 585). Otrzymawszy polecenie, by starać się o ścisłe zjednoczenie z Bogiem, trochę uspokojona, tuż po wyjściu od Księdza Arcybiskupa, usłyszała w swoim wnętrzu głos Pana Jezusa: "Dla utwierdzenia ducha twego przemawiam przez zastępców Swoich, zgodnie z tym, czego żądam od ciebie, ale wiedz o tym, że nie zawsze tak będzie; sprzeciwiać ci się będą w wielu rzeczach, a przez to, okaże się w tobie łaska Moja i, że sprawa ta Moją jest, ale ty nie lękaj się niczego, Ja jestem zawsze z tobą. Wiedz jeszcze o tym, córko Moja, że wszystkie stworzenia, czy wiedzą, czy bezwiednie, czy chcą czy nie chcą, zawsze pełnią wolę Moją" (Dz. 586).

Zapewniona o szczególnej asystencji Jezusa, który nazwał "swoją sprawą całe to dzieło", s. Faustyna zdała się na wolę Bożą. Jeszcze w listopadzie 1935 r. zapisała jak wyobraża sobie życie w nowym zgromadzeniu. Jej gorliwość w dążeniu do zjednoczenia z Bogiem i pogłębiające się pragnienie stania się ofiarą przebłagalną za świat każe jej nadać zgromadzeniu bardzo surową formę życia. Ks. Sopoćko, który zawsze był gotów pomóc w Bożej sprawie, zalecał swej penitentce cierpliwość, choć wiele się w intencji zgromadzenia modlił, ale nie widział możliwości założenia go przez tę niewykształconą i chorą (postępująca gruźlica płuc) zakonnicę. Pisał: "Co się tyczy nowego zgromadzenia, to ono również powstanie, jeżeli jest taka wola Boża. Według mnie na razie takie zgromadzenie musiałoby powstać bez siostry jako Zgromadzenie diecezjalne" (list z dn. 10.07.1936).

W marcu 1936 r. Faustyna została przeniesiona z Wilna do Krakowa. Nie zaprzestawała jednak dążyć do spełnienia Jezusowego pragnienia. Z tego okresu zachowała się bogata korespondencja s. Faustyny z jej kierownikiem duchowym. Właściwie każy list dotyka kwestii założenia zgromadzenia: "Widziałam zgromadzenie to, jego rozwój zewnętrzny i wewnętrzny z całą dokładnością. Wiele rzeczy nie jest mi tajne, czekam z cierpliwością godziny, która blisko jest, aby przystąpić do czynu. Nie lękam się niczego, bo wiem dobrze, że Bóg jest ze mną" (list z kwietnia 1936 r., Walendów). Czuła tak wielkie przynaglenia co do założenia nowej wspólnoty, że postanowiła sama iść do Ojca Świętego, by móc prosić o możliwość wystąpienia ze swojego zgromadzenia (list z dn. 5. lipca 1936, Kraków).

W związku z postępującą chorobą czuła, że jednak nie będzie mogła osobiście założyć zgromadzenia. W liście z dn. 20. września pisała: "Wiem, że miłość przetnie pasmo mojego doczesnego życia niedługo, bo słyszę wezwanie Oblubieńca swego, ale śmierć nie opóźni dzieła tego, wtenczas będę miała możność działania w całej pełni (...). Zastanawiałam się nad słowami proroczymi, które mi Ojciec napisał w ostatnim liście, że zgromadzenie takie musiałoby powstać beze mnie, a więc pewno tak będzie. Niech we wszystkim stanie się Jego święta wola" (Kraków). Było to zbieżne ze stanowiskiem przełożonych. Matka generalna Michaela Moraczewska w rozmowie ze św. Faustyną stwierdziła: "Naprawdę piękna jest ta cała myśl i wielka, ale mnie się zdaje, że Siostra będzie tą ukrytą sprężyną i może wiele działać Bóg przez Siostrę, ale niekoniecznie Siostra musi występować z tego zgromadzenia" (list z 19. listopada 1936, Kraków).

S. Faustyna była heroicznie posłuszna Bogu: "Od dziś pełnię wolę Bożą wszędzie, zawsze i we wszystkim". Jej bezgraniczne posłuszeństwo okazuje się zwłaszcza wtedy, kiedy na skutek wewnętrznych przeświadczeń i przynagleń chciała opuścić zgromadzenie. Nie uczyniła jednak tego, ponieważ nie uzyskała zgody ani od przełożonych ani od spowiedników. To wprawiło ją w stan duchowego męczeństwa i konania, ponieważ przynaglenia Pana Jezusa były coraz bardziej wyraźne. Świadczy o tym jej skarga: "O Prawdo Wiekuista, Słowo Wcielone, Któryś najwierniej pełnił wolę Ojca Swego, oto dziś staję się męczennicą natchnień Twoich, ponieważ wykonać ich nie mogę, bo nie mam własnej woli, pomimo, że poznaję jasno wolę Twoją św. wewnętrznie, jednak poddaję się we wszystkim woli przełożonych i spowiednika, o tyle ją spełnię, o ile mi ją spełnić pozwolisz przez zastępcę Swego" (Dz. 497).

W miarę upływu czasu s. Faustyna lepiej rozumiała żądania Pana Jezusa i swoją rolę, jaką z woli Bożej przyszło jej w nich spełnić. 21. lutego 1938 r. pisała z Krakowa do ks. Sopoćki: "Co się tyczy święta tego i nowego zgromadzenia, nie mam ani cienia wątpliwości, jest to wyraźną wolą Bożą. Przez nas Bóg zapoczątkował swoje dzieło. Kto je wykończy nie trzeba nam dociekać, (...). Dał mi Bóg poznać, że jest z tego zadowolony, co już jest zrobione (...). Trudności i sprzeciwy temu dziełu są tylko doświadczeniem i musimy je przyjmować jako doświadczenia, a nigdy jakoby trudności te były dowodem, że dzieło to nie jest miłe Bogu. Właśnie dlatego, ze jest miłe Bogu, tak jest prześladowane i musi się dotknąć go ogień próby".

Umocniona duchową wizją ze stycznia 1937 r. ("Dziś dał mi Pan poznać w duchu klasztor Miłosierdzia Bożego; widziałam w nim wielkiego ducha, ale wszystko ubogie i bardzo skromne. O mój Jezu, dajesz mi duchowo obcować z tymi duszami, a może stopa moja tam nie stanie, ale niech Imię Twoje będzie błogosławione i niech się stanie coś zamierzył" - Dz. 892), wspiera to dzieło ofiarą i modlitwami przeświadczona, że zgromadzenie powstanie, nawet bez fizycznej jej w nim obecności: "Poznałam, że w chwili obecnej w dziele tym, Bóg ode mnie żąda modlitwy i ofiary, czyn mój mógłby rzeczywiście pokrzyżować plany Boze (...). Poznałam (...), jak wielkiego światła Bóg użycza temu kapłanowi (chodzi o ks. Sopoćkę), utwierdza mnie to w przekonaniu, że dzieło to Bóg przez niego przeprowadzi, pomimo przeciwności"(Dz. 1401). To jej wewnętrzne poznanie potwierdza w kilka dni później Pan Jezus: "Myśl jego jest ściśle złączona z myślą Moją, a więc bądź spokojna o dzieło Moje, nie dam mu się pomylić" (Dz. 1408).  

W kwietniu 1937 r. ze względu na zły stan zdrowia s. Faustyna została przewieziona do szpitala na Prądniku. Gruźlica poczyniła już poważne szkody w jej organizmie. Ks. Sopoćko odwiedził s. Faustynę kilka dni przed śmiercią. W swoim dzienniku napisał: "W roku 1938 przybyłem do Krakowa na zjazd teologów (w połowie września) i znalazłem s. Faustynę w szpitalu zakaźnym na Prądniku, już zaopatrzoną na śmierć. Odwiedziłem ją w ciągu tygodnia i między innymi rozmawiałem z nią na temat tego zgromadzenia, które ona chciała założyć, a teraz umiera zaznaczając, że to było złudzeniem, jak również może złudzeniem były i wszystkie inne rzeczy, o których mówiła. Siostra Faustyna obiecała na ten temat rozmawiać z Panem Jezusem na modlitwie. Następnego dnia odprawiłem na intencję s. Faustyny Mszę św., w czasie której przyszła mi myśl, że tak jak ona nie potrafiła namalować tego obrazu, a tylko wskazała, nie potrafiłaby założyć nowego zgromadzenia, a tylko dała ramowe wskazówki. Przynaglenia zaś oznaczają konieczność tego nowego zgromadzenia w nadchodzących strasznych czasach. Gdy następnie przybyłem do szpitala i zapytałem, czy ma co do powiedzenia w tej sprawie odpowiedziała, że nie potrzebuje nic mówić, bo już mię Pan Jezus w czasie Mszy świętej oświecił. Następnie dodała, że mam być raczej obojętny na sprawy zgromadzenia, które rozpocznie się od nikłych małych rzeczy i wtedy, gdy inicjatywa wyjdzie od innych".

Zbliżał się koniec życia św. Faustyny. Ostatnie dni to jakby trwanie na krzyżu. W lutym 1937 roku pisała: "Od dwóch lat jestem na krzyżu, pomiędzy niebem a ziemią, to jest, że jestem związana ślubem posłuszeństwa, słuchać mam przełożonej, jako samego Boga - a z drugiej strony Bóg daje mi Sam bezpośrednio poznać Swoją wolę" (Dz. 981). Jej cierpienie zewnętrzne było więc uzupełnione wewnętrznym - niemożnością wypełnienia polecenia Jezusa, by założyć nowe zgromadzenie. W ostatnich tygodniach życia wraca jej spokój wewnętrzny, świadomość dobrze wypełnionej misji i wiara w Jezusowe słowa: "Ja sam uzupełnię wszystko, czego ci nie dostawa" (Dz. 435), a także wewnętrzne przekonanie, że posłannictwo jej nie skończy się wraz ze śmiercią, ale dopiero się zacznie (por. Dz. 281). 

Założycielska misja ks. Michała Sopoćki

Po śmierci s. Faustyny ks. M. Sopoćko czuł się odpowiedzialny za realizację dzieła miłosierdzia (por. Dz. 422). Pomny na słowa swej Penitentki z ostatniego z nią spotkania nie spieszył się jednak z założeniem nowego zgromadzenia. Pochłaniała go w tym czasie praca naukowa i wychowawcza, zabiegał o ogłoszenie Święta Miłosierdzia Bożego oraz wydawał broszury i obrazki Jezusa Miłosiernego. Wojna nie powstrzymała jego działalności, a wręcz przeciwnie - była przyczyną wzmożonych działań duszpasterskich. Ludzie szukali ratunku u Boga, garnęli się do kościołów na nabożeństwa i do spowiedzi. Nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego szerzyło się samorzutnie: budziło nadzieję, ratowało przed zwątpieniem, załamaniem duchowym, bezradnością. Wychodząc naprzeciw tym potrzebom ks. Sopoćko organizował okolicznościowe nabożeństwa, konferencje, rekolekcje. Mimo zakazu prowadził spotkania Związku Inteligencji Katolickiej i Sodalicji Mariańskiej Akademiczek. Idea Miłosierdzia Bożego zawładnęła całym jego życiem. W treściach przekazywanych słuchaczom zachęcał do ufności, a wspominając o Faustynie rozpalał umysły słuchaczy prawdą o Miłosierdziu.

Latem 1941 r. zgłosiła się do ks. Sopoćki absolwentka filologii klasycznej Uniwersytetu im. Stefana Batorego w Wilnie Jadwiga Osińska i oświadczyła, że "postanowiła poświęcić się służbie Najmiłosierniejszego Zbawiciela i założyć nowe zgromadzenie czy coś podobnego w celu uwielbienia Boga w Jego nieskończonym miłosierdziu".

Po niedługim czasie dołączyła do niej Izabela Naborowska, a w rok później cztery inne uczestniczki spotkań sodalicyjnych. Od lutego 1942 r. ks. Sopoćko rozpoczął z sześcioma kandydatkami zebrania formacyjne. Zostały one przerwane 4.03.1942 r. Ks. Sopoćko zagrożony aresztowaniem musiał opuścić Wilno. Opiekę duchową nad pierwszą szóstką zlecił ks. prałatowi Leonowi Żebrowskiemu, a formację zakonną siostrom bezhabitowego Zgromadzenia Sióstr Anielskich: s. Alozie Gilewskiej - przełożonej generalnej i s. Helenie Majewskiej. Z Czarnego Boru, miejsca swego ukrycia pisał już 13. marca 1942 r. o pierwszych sześciu: "Wybranki Serca Jezusowego, filary przyszłego zgromadzenia, powierniczki tajemnic Bożych, wymadlane od lat pięciu codziennie w każdej Mszy świętej".

Mimo odosobnienia Założyciel czuł się odpowiedzialny za powstające zgromadzenie. Dowodem tego jest obfita korespondencja z tego okresu. 11.04.1942 r. w wigilię przed Niedzielą Przewodnią (w objawieniach Faustynie Pan Jezus wyznaczył ten dzień na święto Miłosierdzia Bożego) sześć pierwszych kandydatek złożyło ślub czystości i przyrzeczenia ubóstwa i posłuszeństwa. Fakt ten został odnotowany w kronice Karmelu wileńskiego: "Tutaj też zawiązało się nowe Zgromadzenie Miłosierdzia Bożego s. Faustyny Kowalskiej i pierwsze siostry złożyły swe śluby". Znamienne jest to, że właśnie tylko ten klasztor sióstr karmelitanek ocalał w czasie działań wojennych i to, ze w nim znajdowały schronienie inne wspólnoty zakonne. Członkinie nowego zgromadzenia swoje ślubowania ponawiały co roku, a w listopadzie 1944 r. uroczystości ślubów przewodniczył i przyjął je sam ks. Michał Sopoćko, który w sierpniu 1944 r. wrócił z ukrycia. To wydarzenie, że właśnie Sopoćko przyjmuje zobowiązania od pierwszych sióstr opisała wcześniej na podstawie proroczego widzenia św. Faustyna: "W pewnym dniu, widziałam kapliczkę i w niej sześć sióstr, które przyjmowały Komunię świętą, której udzielał nasz spowiednik, ubrany w komżę i stułę. W kaplicy tej, nie było ani ozdób, ani klęczników" (Dz. 613). Rzeczywistość potwierdziła to całkowicie.

W warunkach wojny nie było możliwości prowadzenia życia wspólnego, kontakty wzajemne były utrudnione. Mimo to siostry spotykały się na wspólnych modlitwach, konferencjach i rozmowach. Ze wspomnień ks. M. Sopoćki dowiadujemy się, że zajmowały się one "katechizowaniem niewiast żydowskich proszących o chrzest oraz ratowaniem niektórych narażając się na różne niebezpieczeństwa". Opinia Założyciela charakteryzuje także atmosferę początków Zgromadzenia: "Jakie one były szczęśliwe, mimo braków przeróżnych, jakie bogate, mimo ubóstwa wyzierającego zewsząd, jakie mężne i pełne ufności mimo niebezpieczeństw czyhających na każdym kroku".

Od samego początku towarzyszyła im świadomość, że tworzą upragnione przez Jezusa zgromadzenie. Upewnia nas o tym dziennik s. Benigny Naborowskiej: "Przez kilka dni jedna myśl przenika moje serce. Oto Jezus wybrał nas, byśmy głosiły światu Jego nieskończone Miłosierdzie, uwielbiały ten Jego boski przymiot przede wszystkim. Ta myśl z jednej strony napełnia serce moje bezgranicznym uwielbieniem i miłością, a z drugiej - jakże czuję się upokorzona widząc tak wielką nędzę moją. 

MIEJSCE WYBRANE

W sytuacji nowych układów politycznych, w jakich znalazła się Polska w końcowym etapie II wojny światowej, siostry powzięły decyzję o opuszczeniu Wilna.

Ks. Sopoćko - czując się odpowiedzialny za przyszłość nowej wspólnoty, której był faktycznym Założycielem i duchowym Opiekunem - przekazał siostrom wyjeżdżającym 26. sierpnia 1946 r. łaciński tekst konstytucji. Miały być one prawną podstawą nowego zgromadzenia. Ks. Sopoćko radził, aby siostry przedstawiły je ks. biskupowi ordynariuszowi miejsca, w którym powstanie ich pierwszy dom. Na terenie Polski opiekę nad formującym się zgromadzeniem przejął, w porozumieniu z ks. Sopoćką, jezuita, o. Władysław Wantuchowski. Dzięki jego pośrednictwu administrator apostolski w Gorzowie Wlkp., ks. Edmund Nowicki udzielił siostrom pozwolenia na rozpoczęcie życia wspólnego i pracy w Administracji Gorzowskiej. Z kilku placówek proponowanych przez Rządcę Diecezji, siostry wybrały pracę w Myśliborzu. 25. sierpnia 1947 r. dwie siostry z pierwszej szóstyki: s. Faustyna Osiuńska i s. Benigna Naborowska rozpoczęły tam życie wspólnotowe. Data założenia domu macierzystego w Myśliborzu zbiega się opatrznościowo z dniem urodzin s. Faustyny. Siostry odczytały ten fakt jako wyraźny znak łaski Bożej oraz jako orędownictwo i opiekę s. Faustyny nad dziełem, które zainspirowała.

Wkrótce odwiedził je Ojciec Założyciel. We wspomnieniach zapisał: "Wszystko prawie, co przepowiedziała (s. Faustyna) w sprawie tego zgromadzenie, najdokładniej się spełniło. I gdy w Wilnie w roku 1944 (16. listopada) przyjmowałem w nocy śluby prywatne pierwszych sześciu kandydatek w drewnianej kaplicy sióstr karmelitanek, albo gdy trzy lata później przybyłem do pierwszego domu tego zgromadzenia w Myśliborzu, byłem zdumiony uderzającym podobieństwem tego, co mi mówiła śp. S. Faustyna".

Radość z tak dokładnej realizacji żądania Pana Jezusa podzielił także drugi spowiednik s. Faustyny, o Józef Andrasz. Świadczy o tym bardzo serdeczna korespondencja z myśliborską wspólnotą. Informując siostry o rozwoju kultu Miłosierdzia Bożego pisał: " Radują się serca w Zgromadzeniu Sióstr Matki Bożej miłosierdzia, kiedy spoglądają na jedną spośród swoich sióstr umieszczoną na załączonej ulotce jako na "kandydatkę" do beatyfikacji - ale sądzę, że nie mniej radować się będą służebnice Miłosierdzia Bożego mając w tej ulotce dowód, że władza kościelna już pozwala się modlić wiernym o beatyfikację tej, która dla was jest czymś znacznie więcej - niż jedną spośród wielu sióstr, bo jest poniekąd założycielką waszą i jakby matką duchową" (list z 8. października 1948 r.). Na zarządzenie władzy kościelnej trzy siostry odbyły kanoniczny nowicjat u sióstr niepokalanek w Szymonowie. Po ich powrocie nowy Administrator Apostolski, ks. Zygmunt Szelążek 2. sierpnia 1955 r. wydał dekret zatwierdzający Zgromadzenie na prawie diecezjalnym, zezwalając na założenie habitów. Jeszcze w tym samym miesiącu s. Faustyna Osińska i s. Benigna Naboroska złożyły wieczyste śluby zakonne.

 

 

utworzono : 2014-04-05

Zgromadzenie Sióstr Jezusa Miłosiernego

Boh. Warszawy 77, 74-300 Myślibórz,
tel. +48.957473450
2017 © Wszelkie Prawa Zastrzeżone

Wsparcie sanktuarium

PKO BP Myslibórz: 23 1020 1954 0000 7102 0056 2538

Wpłaty z zagranicy:
PKO BP Myślibórz 23 1020 1954 0000 7102 0056 2538
SWIFT: BPKO PL PW IBAN: 73 10201954 12024017013

Koła koronkowe

projektowanie, design, stron www szczecin, design,branding, projektowanie logo, aplikacje mobilne